środa, 6 marca 2013

Rozdział XXVIII.

 Siedzieliśmy z MyungSoo nad rzeką. Mężczyzna, który był naprzeciwko wyglądał dziwnie znajomo... Był przygnębiony. Wszystko by się zgadzało.
- MyungSoo? Czy to nie jest Hoya?
- Hmm.. Wygląda zupełnie jak on... - Podrapał się po głowie. - Myślisz, że to możliwe? Hoya nie podaje się z taką łatwością.. Co miałby tu robić?
- Przejdźmy obok niego, to się przekonamy. - Wstaliśmy. Chłopak z naprzeciwka spojrzał na nas i zerwał się na równe nogi.
- Jugeumi Chonsa! - Podbiegł do nas ucieszony.
- Ciebie też miło widzieć. -Burknął MyungSoo. Wszyscy się zaśmialiśmy. - Co ty tu robisz? Postanowiłeś wrócić?
- Tak. Wszystko już załatwiłem. Ale... Jugeumi. Kiedy zdążyłaś wrócić?
- Niedawno.. W sumie to nie było zaplanowane. Samo jakoś tak wyszło..
- Rozumiem, że... jesteście ze sobą..?
- Tak! - Krzyknął MyungSoo. - Jesteśmy. - "Dziwne.." Zadzwonił mój telefon.
- Jugeumi..! - Wołał mnie wysoki głosik. - Kocham cię... Więc żegnaj. - Brzmiał niepokojąco.
- Sun... SungJong? O czym ty do cholery mówisz?!
- Kolor mojej krwi.. - Westchnął. - Nie wiedziałem, że może być taki piękny... Nie wiedziałem, że ból może przynieść ulgę...
- SungJong!! Gdzie teraz jesteś?!
- Jestem tu, gdzie powinienem... Umrę w miejscu, w którym zaczęła się śmierć. - Rozłączył się. Spojrzałam po chłopakach ze łzami w oczach. Nic nie tłumaczyłam. Nie słuchałam ich pytać. Po prostu schowałam telefon do kieszeni i pobiegłam najszybciej, jak umiałam.
 Miejsce, gdzie młody wyznał mi uczucia.. Dobrze myślałam. Siedział skulony w cieniu drzew. Krew obficie spływała po jego delikatnych dłoniach. Podeszłam do niego. Ścisnęłam jego nadgarstki, hamując krwotok.
- Co ty wyprawiasz idioto?! Oszalałeś?!! - Łzy ujrzały światło dzienne. Zwyczajnie się złamałam.
- Dlaczego tu jesteś? Zmieniłaś zdanie? - Prychnął sarkastycznie, omdlewając. Wyrwałam mu żyletkę i ścisnęłam w pięści.
- Głupku... - Wycedziłam przez zęby. - Robisz to tylko po to?! EGOISTA!!! - Ryknęłam i rzuciłam metalowym narzędziem o drzewo. - Idziemy. - Pociągnęłam go. Nawet nie stawiał oporu. Domyślam się, że nie miał na to siły..
 Poszliśmy do domu, ponieważ nie chciał iść do szpitala. Opatrzyłam go i ułożyłam w łóżku. Nie chciałam z nim zostawać. Właściwie, kiedy wszystko miało być okej, miałam zamiar wyjść, ale złapał mnie za rękę i nie chciał puścić.
- Zostań.. - Jego głos był zachrypnięty. - Nie zmieniłaś się Jugeumi. - Uśmiechnął się. - Mimo że ja i MyungSoo.. Z resztą Hoya też. Jesteśmy zupełnie inni, ty zachowujesz się, jak przy ostatnim spotkaniu. I jak tu cię nie kochać?
- Nie mów tego! To denerwujące. Szukasz przygnębienia?! Dlaczego cały czas o tym wspominasz?! - Wkurzyłam się.
- Ponieważ cię kocham.
 Przeraża mnie to uczucie. - Wyrwałam się mu. - Przeraża mnie, że czujesz to do mnie. - Jego oczy momentalnie się zaszkliły. - Dlaczego akurat ja? MyungSoo się już dla ciebie nie liczy? Wiesz, że on wyrzekł się miłości do mnie, tylko i wyłącznie dla ciebie? - Oboje płakaliśmy.
- Ale...  I tak dopiął swego..
- No właśnie. Dopiął. Więc pozbądź się tego uczucia.
- Nie zapytasz gdzie moi rodzice?! - Krzyknął, kiedy byłam już w progu drzwi. - Nie zapytasz, jak się czuję? Czy rozmawiałem z SungGyu? O nic nie pytałaś, odkąd wróciłaś.
- Twoi rodzice są w delegacji. Czujesz się źle, bo cię nie kocham. Nie rozmawiałeś z SungGyu z nadzieją, że zdołasz mnie odbić MyungSoo.
- Jedno jest źle. - Nie wiedziałam o czym on mówi.
- Co?
- Moi rodzice.. - Załkał. - Oni nie żyją. - Zamarłam. Słyszałam jak bardzo płacze. Jak brakuje mu powietrza. Wróciłam do niego. Przytuliłam go do siebie. Długo nie przestawał. - Miałem nadzieję, że zostaniesz ze mną. Że zajmiesz się mną. - Wydusił.
- Umiesz o siebie zadbać. Przecież kiedy byli w delegacji..~
- Wtedy miałem kucharzy. Nie stać mnie na to. Jugeumi... Co ze mną będzie? - Nie wiem młody. Co się z tobą stanie. Co się stanie z MyungSoo.. Nawet nie wiem, czy dożyję jutra, więc nie pytaj mnie o takie rzeczy. Teraz... Teraz ja sama chciałabym umrzeć.
_________________________
Smutno. :(

wtorek, 5 marca 2013

Rozdział XXVII.

Zmieniłeś się. Bardzo. Możliwe, że nawet za bardzo. I może właśnie dlatego mnie przerażasz. Boję się, że całkowicie cię straciłam. Że miłość, którą mi wtedy pokazałeś, rozpuściła się w nieuchwytnej mgle. Chciałabym móc mieć pewność. Ale nie ma takiej sposobności. Pewność nigdy nie istniała. Jedyne, czego jestem pewna, to kres mojego życia. Nic innego nie zasługuje na moją uwagę.

Znów biegłam. Bardzo szybko. Dwie nogi, odbijające się od ziemi dudniły w chłodny asfalt tuż za moimi plecami. Niepokój. Smutek... Chciałam, żebyś odszedł. Chciałam, żebyś zniknął. Nie miałam ochoty znowu przerabiać tego samego. Powiedziałam, co do mnie należało. W tym miejscu kończy się moja rola dobrej niani. Jesteś już dorosły dzieciaku. Usamodzielnij się.
 Byliśmy na tej polanie, na której wszystko się zaczęło. Ja i ty. Oboje wiedzieliśmy, że to nic nie da. Że MyungSoo jest, był i będzie dla mnie najważniejszy. Nie zdołasz go doścignąć. Spóźniłeś się i to bardzo. Twoje pieniądze nie zrobią już na mnie wrażenia, ponieważ sama mam ich więcej. Usiadłeś na trawie. Zachęcałeś mnie do rozmowy, ale wciąż odmawiałam. Nie widziałam sensu w sypaniu soli do rany. Najlepsze, co mogłam dla ciebie zrobić, było zerwanie wszelkiego kontaktu. Ale nie zrobiłam tego, bo wiedziałam, że popadłbyś w depresję. Wróciłam za wcześnie...
- Wysłuchaj mnie przynajmniej. - Pociągnąłeś mnie za rękaw, lecz ja nadal nieustępliwie oddalałam się od ciebie. - Nie rób mi tego, błagam. - Widziałam twoje łzy zbyt często. Przestały robić na mnie wrażenie. - Naprawdę cię kocham. - Cedziłeś te słowa przy każdej sposobności. - Zostań ze mną. - Zdradzałeś swojego przyjaciela. Ale nie pozwolę na to. Jestem lojalna i honorowa. - Co on ci może dać? - Więcej niż myślisz. - Jestem od niego lepszy. - Raczej zadufany w sobie. Nie spotkałam się jeszcze z tymi słowami tak pewnie tłoczącymi się w twoich słodkich ustach. Jak to jest, że nadal pamiętam ich smak..? - Nic nigdy nie poczułaś? - Zatrzymałam się. Nic? Coś? Czy to coś zmieni? Uczucia przychodzą i odchodzą. Wgapiałeś się we mnie. - Poczułaś. Więc czemu to robisz? - Szarpnęłam się. W końcu mnie puściłeś. Nie chciałam już biec. Wiedziałam, że i tak pobiegłbyś za mną. - Ockniesz się wreszcie?!! Zauważ, jak wiele dla ciebie robię!!! - Raczej dla siebie. Nie miałam ochoty tego słuchać. Wyciągnęłam telefon i słuchawki. Pierwsza, najgłośniejsza piosenka była prawdziwym ukojeniem dla moich uszu. Wkurzyłeś się i to ostro. Uderzyłeś mnie w twarz. Oddałam ci. Nie pozwolę na takie traktowanie mojej osoby. Skuliłeś się. Teraz twój szloch przerodził się w paniczny ryk. Nie chciałam taka być. Ale nie zamierzałam powiedzieć przepraszam. Przecież nie mogłam niechcący cię uderzyć. - Co się z tobą stało? - Już mówiłam. Nie łódź się, że mnie znasz, bo rzeczywistość jest zupełnie inna. - Moja miłość nic dla ciebie nie znaczy? - Jakby się zastanowić... Nie. Mimo tych pocałunków, słodkich słów i tego wszystkiego... Na myśl o tym mdli mnie. Dzieciaku. Nie wydoroślałeś jeszcze. Robisz te same głupstwa. Zachowujesz się żałośnie. Nie toleruję takiego sposobu bycia. Więc odejdź, póki nie zaczęłam cię bić w celu pozbycia się twojej irytującej osoby. Odejdź. Zniknij. Przepadnij.
_____________________________
Taki tam bonus :D

Rozdział XXVI.

~ Zanim zacznę. Wiem, że po myślnikach w dialogach powinna być mała literka, ale to takie moje dziwactewko albo znak rozpoznawczy xD Już do tego przywykłam i nie sądzę, żebym miała to zmienić ;p Mam nadzieję, że nie przeszkadza to w czytaniu ^^ - Enjoy~~

 Po około tygodniu wszystko było już dobrze. Lub miało być...
Lekarz nas wypisał.poszliśmy do recepcji oddać klucz od pokoju. Zapłaciłam za leczenie MyungSoo. Zobaczyłam, że chłopak się nad czymś zastanawia.
- Coś nie tak? - Spojrzał na mnie, jakby wyrwany z głębokiego snu.
- Emm... Masz gdzie spać? - Zapytał nieśmiało. Zaśmiałam się i odparłam.
- Nie. Nie mam. A co? Mam iść do ciebie? - Kiwnął głową. Skierowaliśmy się ku drzwiom wyjściowym. - Nie powinieneś mieć takich blokad. Jesteśmy dorośli, więc nie masz się czego wstydzić. - Uśmiechnęłam się, rozglądając się dookoła. - Jeśli chcesz czegoś spróbować lub zapytać, to zrób to. Nie chcę, żebyś później czegoś żałował.
- Skoro tak.. - Mruknął i dosłownie rzucił się na mnie. Wpił się w moje usta. Byłam w szoku. Dotknęłam jego policzka, a on chwycił mnie w biodrach. Poczułam przyjemne dreszcze. Motyle szalały w moim brzuchu. Chociaż... To nie były już motyle. To było stado dzikich koni, dudniących kopytami po moich wnętrznościach. Niesamowite. Tylko o tym byłam w stanie myśleć. MyungSoo odchylił się ode mnie, uciekając wzrokiem. Uśmiechnęłam się i złapałam go za podbródek.
- Jak już zacząłeś, to skończ. - Spojrzałam mu prosto w oczy. - Rób tak częściej, dobrze? - Zaśmiał się i złapał mnie za rękę. Czułam jak z moich pleców wyrastają skrzydła. Chcieliśmy iść dalej, ale dobiegł mnie cichy, aczkolwiek dosłyszalny szloch. Odwróciłam się. Na ziemi siedział skulony SungJong. Spojrzałam na MyungSoo. Nie wiedzieliśmy co zrobić. Podeszłam do młodego i kucnęłam przy nim.
- Mała kuleczko? Doskonale o tym wiedziałeś, więc dlaczego teraz płaczesz, hmmm? Nie powinieneś się cieszyć, że twój hyong jest szczęśliwy? - MyungSoo zbliżył się i złapał mnie za ramię.
- Zostaw go Jugeumi..
- Nie. Czy ty chciałbyś zostać sam z problemem? To sytuacja jak każda inna i musimy znaleźć jakieś racjonalne rozwiązanie. Słuchaj młody. - Zwróciłam się do SungJonga. - Jak nie ja to inna. Albo inny... Dlaczego nie spróbujesz otworzyć się na SungGyu? Przecież wiesz, że on coś do ciebie czuje...
- Ale.. - Wytarł łzy rękawem. - Jemu chodzi tylko o jedno...
- A kiedy ostatni raz to z tobą zrobił?
- Gdyby się zastanowić... Zanim wyjechałaś.. Później już nie.
- A wiesz dlaczego? Bo wiedział, że nie będziesz miał oparcia we mnie. Nie chciał cię krzywdzić, zaspokajając własne potrzeby. Spróbuj...
- Powinienem..?
- No przecież mówię. Zaufaj mi.
- Skoro tak... Zgoda. - Wstał. - Dziękuję... Jugeumi Chonsa. - Ukłonił się.
- Nie ma za co.
- Nie przejmuj się. Wszystko się ułoży. - Zapewniał MyungSoo. - Ja też mogę ci to zagwarantować.
- Zapamiętam to i w razie reklamacji się do ciebie zgłoszę, hyong. - Zaśmiał się. Dobry humor powrócił..

Weszliśmy do mieszkania. Nic się nie zmieniło. Wciąż te same meble i kolory ścian.
- Rozgość się. - Usiedliśmy przy stole. - Na długo zostajesz? - Westchnęłam. Właśnie tego pytania chciałam uniknąć za wszelką cenę.
- Sama jeszcze nie wiem.. Zależy jak bardzo mnie potrzebujesz... - Wzięłam głęboki oddech. - Ale oboje wiemy, że w końcu i tak będę musiała odejść z powrotem.
- Jeszcze nie teraz. - Złapał mnie za koszulkę. - Gdzie rezydujesz?
- W Inchenon.
- Nie aż tak daleko. - Uśmiechnął się i spojrzał na mnie z pożądaniem. - Chcę zostać z tobą najdłużej, jak to możliwe.
- Wiesz... Zastanawiałam się ostatnio, jak to właściwie możliwe, że zakochałeś się tak szybko..?
- Od momentu, kiedy spaliśmy razem podkochiwałem się w tobie, ale nie chciałem się przyznać. No i w międzyczasie SungJong zdążył mnie wyprzedzić.
- No no.. Kto by się spodziewał?
- Nie mówmy już o tym. Teraz chcę ciebie i tylko ciebie. - Zaczął na mnie napierać, ponowne przysysając się do moich ust. Tym razem pocałunek był intensywniejszy. Chłopak wsunął ciepłą dłoń pod moją koszulkę. Uśmiechnęłam się.
- Drapieżnik, co? - Wycedziłam przez pocałunek.
- Nie gadaj, tylko całuj. - Zaśmiał się, kontynuując. Czyżby nadal było mu mało..?

Zmienił się. Straszliwie się zmienił. Czy na lepsze..? Nie mogłam być tego pewna. Z jednej strony byłam bardzo ciekawa jego osoby. Jego ciała... Chciałam go odkrywać na nowo. Ale nowy MyungSoo w pewnym sensie mnie przerażał. Słodycz, urok, niewinność... Te cechy zanikły. Straciły na swojej wartości. 

Pchnął mnie na łóżko. Był silny. Spoglądałam w jego rozpalone ślepia. Ujął mnie swoim ciałem. Cicho stęknęłam. Czułam na sobie, jak jego serce przyspiesza tempa.
- MyungSoo przestań. - Spojrzał na mnie, odrywając się od mojej szyi. - To zbyt wiele... - Westchnął i się podniósł. - Oczywiście nie myśl, że cię nie kocham. Po prostu nie chcę wszystkiego mieć już za sobą. Pewne rzeczy trzeba odłożyć na później.
- Rozumiem. Po prostu mnie nie chcesz... - Chciał odejść, ale złapałam go za rękę.
- Nie mów tak. Chcę, ale po prostu... Zaczekajmy z tym jeszcze trochę..
- Jasne...
- MyungSoo! Nie zmuszaj mnie do tego w ten sposób... - Zaśmiał się.
- No przecież wiem. - Jęknął i położył dłoń na mojej głowie. - Zaczekam i przez ten czas sam też dorosnę. - Uśmiechnęłam się.
- Jesteś najlepszy. - Wstałam i przytuliłam się do niego. - A tak właściwie, to gdzie jest Hoya?
- Wyjechał. - Posmutniał.
- Ale jak to... Dlaczego wyjechał?
- Miał kilka spraw do załatwienia.
- Spraw? I pojechał sam? Dlaczego nie pojechaliście z nim?
- Nie chciał, żebyśmy się dołączyli. - Położył się na łóżku. - Kazał nam zostać, więc zostaliśmy.
- Czy to możliwe... że chciał mnie odnaleźć? Mógłby pojechać, żeby mnie szukać..?
- Dlaczego o to pytasz? - Zaciekawiony przeniósł się do pozycji siedzącej. - Stało się coś..?
- Był ktoś u mnie. Nie wiem kto. Centrala zapytała, czy mogę przyjąć gościa, ale odmówiłam. To mógł być on.. - Zmartwiłam się.
- Masz rację.. - Spojrzał na mnie - To było w Inchenon?
- Tak. Powinniśmy tam pojechać?
- To by dziwnie wyglądało. - Wstał i podszedł do okna. - Powinniśmy siedzieć w miejscu. Przynajmniej na razie. - Westchnął.
- MyungSoo... nie martw się tym.
- Nie martwię się. - Uśmiechnął się i wyszedł do łazienki. Czułam się bynajmniej dziwnie. MyungSoo chciał... To było nie do pomyślenia... Ten nieśmiały chłopak.. Czyżby wydoroślał? Wydawało mi się dziwne... jego zachowanie. Sposób bycia. A nawet gestykulacja i ton głosu. Całował mnie bez najmniejszych wahań... Coś musiało się za tym skrywać.
Wrócił.
- Wszystko w porządku?
- Powiedzmy. Chcesz iść coś zjeść na miasto? Podczas twojej nieobecności otworzyli kilka dobrych knajp.
- Zrób jak uważasz. - Złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. - MyungSoo... Dlaczego taki jesteś?
- Jaki?
- No... taki. Wcześniej zachowałeś się zupełnie inaczej.
- Mężczyźni też dorastają, Jugeumi Chonsa. - Zaśmiał się. - Dlaczego miałbym się zachowywać jak licealista?
- Może i masz rację.. - Westchnęłam. - Ale nadal... Nie potrafię się przyzwyczaić do nowego ciebie. Czy to możliwe, że dwa lata aż tak bardzo zmieniają człowieka..? Zmieniłeś się w przeciwieństwo własnej tożsamości.
- Przeciwieństwo powiadasz.. - Wyglądał na złego. Nigdy wcześniej nie widziałam u niego takiego wyrazu twarzy.
- Oczywiście nie chcę cię urazić, czy coś..
- Czy coś. - Puścił mnie i poszedł w przeciwnym kierunku. Niech idzie. Chyba za długo ze sobą przebywaliśmy...

poniedziałek, 4 marca 2013

Rozdział XXV.

Jego dłoń drgnęła. Od razu przerzuciłam wzrok na jego twarz.
- MyungSoo..? Słyszysz mnie? - Ścisnął moją rękę. - MyungSoo... - Szepnęłam. Otworzył oczy i spojrzał na mnie z niezrozumieniem. 
- Co ty... tu robisz..? - Wydukał. 
- Nie mów nic. Jesteś osłabiony MyungSoo... - Westchnęłam. - Przyjechałam załatwić kilka spraw i zobaczyłam cię przez przypadek. Ale teraz odpocznij i nie myśl o tym. Jestem tu, żeby znów cię chronić. - Wytarłam łzy z jego twarzy. - Nie płacz, bo ja też zacznę płakać... MyungSoo...
Kocham cię. 

Pukanie do drzwi. Kilka powolnych kroków. Nieograniczona radość. 
- SungJong, bo go zamęczysz. - Zaśmiałam się. - Nie zmuszaj go do mówienia. Niech odpocznie. 
- Dobrze. - Uśmiechnął się i usiadł obok mnie, przy łóżku MyungSoo. - Miałaś rację. Wszystko będzie dobrze. 
- No widzisz? Ja mam zawsze rację. - Zaczęliśmy się śmiać. Do sali wszedł lekarz. Ja i SungJong wstaliśmy jednocześnie, jak na zawołanie. Spojrzeliśmy na starszego pana oczekując wieści. Ten tylko ciepło się uśmiechnął. 
- Wypiszemy go za kilka dni. Ale musicie mieć go na oku. 
- Dziękujemy. - Ukłoniłam się sama, ponieważ SungJong najwidoczniej był w ciężkim szoku. Kiedy sędziwy pan wyszedł, młody doznał wariacji. Zaczął skakać z radości i wieszać się na mojej szyi. 
- No już, uspokój się. - Lekko go odepchnęłam i usiadłam tuż obok MyungSoo. - Potrzebujesz czegoś? Jesteś głodny? - Postanowiłam dać do zrozumienia młodemu, że nie ma u mnie szans. 
- Właśnie! Hyong! Przynieść ci coś? - Udawał, że wszystko jest w porządku. MyungSoo dał nam do zrozumienia, że chciałby coś zjeść. SungJong postanowił przynieść coś dla niego, dając nam chwilę dla siebie. 
- Tęskniłam. - Uśmiechnęłam się do przyjaciela. Złapałam za wilgotny ręcznik i zaczęłam wycierać nim twarz chłopaka. Złapał mnie za rękę i spojrzał w oczy. Znów byłam w stanie dostrzec ten błysk. Żył. Wracał do siebie. - Zapomniałam ci powiedzieć, że wyładniałeś. - Uśmiechnęłam się. - Zaczynam jeszcze bardziej cię kochać. O ile to możliwe. - Zaśmiał się cichutko. Do sali wbiegli młody i Gyu. SungJong podał mi kanapkę, zapewne kupioną na stołówce.
- I jak on się czuje? - Zapytał lider. Odpakowałam kanapkę z folii.
- Jest już dobrze. Nie ma co panikować. - Włożyłam rękę za plecy MyungSoo i podciągnęłam go do góry. Zbliżyłam kanapkę do jego ust. Wziął duży kęs. Uśmiechnęłam się, widząc jego apetyt. - Sam widzisz. - SungGyu odetchnął z ulgą.
- MyungSoo. Napędziłeś mi stracha.
- Nie tylko tobie. - Odezwałam się do lidera. - Dawno nie przeżyłam takiego szoku. I to w dodatku tak niespodziewanie.
- Wszyscy się bali. - Wtrącił młody. Miał całkowitą rację. Wszyscy się bali.

SungGyu poprosił o chwilę dla siebie i MyungSoo. Ja i SunJong wyszliśmy na pusty korytarz. Zatrzymaliśmy się przy dużym oknie.
- Przepraszam. - Zaczął. - Nie powinienem był...
- Po prostu zapominasz o tym. To normalne. Zanim się przyzwyczaisz do nowego stanu rzeczy, minie trochę czasu.
- Um. - Kiwnął głową, a jego długa grzywka niesfornie opadła na oczy. - Na prawdę staram się zapomnieć. I to z całych sił, jednak...
- Musisz przezwyciężyć samego siebie. Ostatnio mówiłeś, że już ci przeszło...
- Może nie do końca.
- Okłamałeś mnie. - Westchnęłam.
- Po prostu nie chciałem komplikować tego jeszcze bardziej.
- Poprzez kłamstwo.
- Naprawdę nie chciałem...
- Przypadkowe kłamstwa nie istnieją.
- Jugeumi Chonsa! Dlaczego taka jesteś!! - W jego oczach stanęły łzy.
- Jestem sobą. Nigdy nie widziałeś mojego prawdziwego oblicza, które zabija i nie ma serca?
- Skoro nie masz serca, to jak możesz kochać?
- Kocham kogoś, kto doskonale zna to oblicze. Widział je na własne oczy i dotknął go. Niech ci się nie wydaje, że mnie dobrze znasz. Wielu rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz.
- Przestań taka być! - Łzy wydostały się na policzki. Toczyły się wolno ku dołowi, udając krople rzęsistego deszczu. - Próbujesz udawać chłodną?!
- Próbuję?! Zastanów się dzieciaku!! Znasz mnie?! Tak ci się może wydawać! - Mój głos również zaczynał płatać figle.
- Przestań! - Złapał w pięści moją koszulę i zaczął szarpać. - To nic nie da! Za bardzo cię... - Zatrzymał zdanie i spojrzał w moje oczy. Zbliżył się, za co impulsywnie go odepchnęłam.
- SungJong!! - Wrzeszczałam. - Obiecałeś!!! Jesteś kłamcą!! - Powstrzymywałam się jak to było możliwe na obecną chwilę. Byłam pod wpływem wielu uczuć. Czułam złość. Nienawiść. Rozczarowanie. Gorycz. Chciałam uciec. Jak najdalej i jak najszybciej. Ale nie mogłam. MyungSoo na mnie czekał. - Nie waż się!! Nawet się nie waż do mnie podchodzić, bo cię zabiję..!! - Chwila na zastanowienie i wielki wybuch. - BEZ SKRUPUŁÓW!!! - Widziałam jak drży. Bał się. Znałam doskonale ten wyraz twarzy. Włożyłam rękę do kieszeni. Przysięgam, to było odruchowe. Młody zwiał. Skutecznie się mnie wystraszył. Mimo wewnętrznego spokoju, odczuwałam poczucie winy. Chyba jednak powinnam się powstrzymać...

niedziela, 3 marca 2013

Rozdział XXIV.

Oboje zasnęliśmy przy łóżku MyungSoo. Obudził mnie przerażający pisk kardiogramu. W sali natychmiast pojawili się lekarze. Odepchnęli mnie i SungJonga. Upadliśmy pod ścianę.
- Hyong!! - Młody wyrywał się spomiędzy ramion lekarzy. Złapałam go za biodra i przytuliłam do siebie.
- Spokojnie. Wszystko będzie dobrze. - Wyszeptałam zaspana. - Opanuj się młody. Nic mu nie będzie. To przecież MyungSoo. - Wymusiłam uśmiech.
- Jugeumi Chonsa!! Co jeśli on umrze?! - Płakał wciąż się wyrywając. Przycisnęłam go do ściany i spojrzałam prosto w oczy.
- Posłuchaj mnie uważnie. MyungSoo nie umrze, jasne? Wróciłam i dopóki tu jestem, nie pozwolę mu umrzeć. I wbij to sobie do głowy. - Spoglądał na mnie z przerażeniem. - Dotarło? - Pokiwał głową.
- Jugeumi.. - Ponownie wtulił się w moje ramiona. - Boję się...
- Nie masz czego. Wszytko wróci do normy. - Pogłaskałam go po głowie. - Chcesz się przejść? Trochę świeżego powierza dobrze nam zrobi.
- Okej. - Poszliśmy nad rzekę.

Był środek nocy. Na czarnym niebie nie było ani jednej gwiazdy. SungJong zadrżał.
- Jest ci zimno? - Zdjęłam kurtkę i założyłam na niego. Spojrzał na mnie.
- A ty?
- Nie martw się o mnie. - Uśmiechnęłam się. - Mimo że się zmieniłeś, nadal jesteś moim dzieciakiem. Mi nic nie będzie. W końcu jestem Jugeumi Chonsa, co nie?
- Skoro tak... - Westchnął i uniósł głowę.
- Nie martw się juuuuż!! MyungSoo obudzi się lada dzień.Jestem ciekawa jego reakcji. Bądź co bądź jeszcze mnie nie widział. - Zaśmiałam się cicho.
- Um. Pewnie bardzo się ucieszy. - Spojrzałam na niego.
- Tak właściwie to dlaczego nie poszedłeś do domu? I skąd dowiedziałeś się o MyungSoo..?
- Zadzwonili do mnie ze szpitala. I jestem tu, bo nie chciałem zostawiać cię samej.
- Poradziłabym sobie. - Uśmiechnęłam się. - Aish.. Kochany z ciebie dzieciak. - Poczochrałam jego włosy.
- Dziękuję. - Ukłonił się.
- Skąd ta uprzejmość? - Prychnęłam. - To że mamy taką przeszłość, a nie inną, nie znaczy, że musisz się tak odnosić. SungJong. Przyjaźnimy się. - Uśmiechnął się.
-Wiem. Ale najgorsze jest to, że coraz ciężej mi się powstrzymać.
- Powstrzymać od czego? - Zdziwiłam się.
- Od złamania obietnicy.
- Obietnicy..? - Powtórzyłam. - A! Obietnicy..! - Zarumieniłam się. - Mam nadzieję, że jej nie złamiesz...Czułabym się wtedy jeszcze bardziej niekomfortowo...
- Wiem. Dlatego się powstrzymuję.. - Mruknął.
- Idź już do domu SungJong. Ja sobie poradzę. - Westchnęłam. "Słyszałam, że już ci przeszło?" 

Wróciłam sama do szpitala. Zobaczyłam ciemną postać siedzącą nad MyungSoo. Podeszłam bliżej.
- SungGyu?
- Jugeumi Chonsa? - Najwidoczniej wyrwałam go z transu..
- Co ty tu robisz?
- Nie ważne. - Sapnął i usiadł z powrotem.
- Nie chcę się kłócić, zwłaszcza w tak trudnej chwili... MyungSoo jest dla mnie równie ważny.
- Modliłem się... - Westchnął.
- Modliłeś? - Byłam zdumiona.
- Tak. Ja też czasami się modlę. Martwię się o niego...
- Wiesz, co się wydarzyło?
- Wiem tylko, że się z kimś bił. Nie wiem dlaczego. Może zajdziemy coś w jego kurtce?
- Sprawdzę. - Podeszłam do wieszaka i zaczęłam przeszukiwać zakrwawioną kurtkę. Znalazłam kopertę, w której coś było. Wyciągnęłam stosik kartek.
- O cholera... - Stanęłam jak wryta.
- Co jest?
- To moje listy... On.. Miał wszystkie lity, które do niego napisałam.. - Popłakałam się. - Dlaczego on je miał.. Do czego tam doszło?! - Spojrzałam na zagubionego Gyu. - Czemu nic nie mówisz?!! Powiedz coś!!!
- Ja... Naprawdę nie wiem... - Spojrzał na spokojną twarz MyungSoo. - Koleś... Obudź się.. - Westchnął. Złapał go za rękę. To był naprawdę wzruszający widok.
- Obudzi się. Spokojnie.. Musi tylko po prostu odpocząć i przygotować się.
- Przygotować na co..?
- Jeszcze mnie nie widział.
- Rozumiem... Myślałem, że odeszłaś na zawsze. Ale dobrze, że wróciłaś. Chłopaki w końcu przestaną się smucić.
- Na pewno widzieliście mnie nie raz w telewizji.
- Najliczniejsze zabójstwo masowe?
- Pięćdziesiąt osób? Oooo taaak.. - Uśmiechnęłam się.
- Właściwie to po co zabijacie tych ludzi?
- To był najliczniejszy gang w Korei. Sprzeciwili się nam, a my udowodniłyśmy, że liczy się wydajność, a nie ilość. Poza tym od kiedy ty bronisz ludzi, hmm?
- Ehh.. Nie ważne..
- Co z SungJongiem?
- A co ma być?
- Nie zadowalasz go już chyba...?
- Odkąd odeszłaś, nawet go nie tknąłem...
- A powinieneś. Tylko nie tak brutalnie.. Nie czujesz nic do niego?
- Niech cię to nie obchodzi. - Gwałtownie wstał i wyszedł.
- No to ładnie... - Podeszłam do okna. - MyungSoo... Budź się szybciej, bo nie wiem jak długo tu wytrzymam.

sobota, 2 marca 2013

Rozdział XXIII. ~ Kontynuacja, czyli co było dalej?

Pociągi w tym czasie okazały się być bardzo przydatne. Przyzwyczaiłam się do codziennego zgiełku. Mimo że nadal noszę swoje imię, nie uważam się za kogoś godnego podziwu. Zabijać? Oczywiście. Nie mogę stracić pozycji w oczach osób przynależnych do gangu. Nadal kocham to przerażenie. Słowa błagające o litość. Wierzgające ciało... Szalona? Mów o mnie jak chcesz. Nie obchodzi mnie co myślą ludzie. Hoya. SungJong. I ten najważniejszy... MyungSoo... czy nadal o mnie pamiętasz? Mimo że rzadko zdarza mi się pisać listy, o które prosiłeś... Nie możesz nawet odpowiedzieć. Nie chcę, żebyś mnie znalazł. To by przysporzyło problemów, od których ponownie uciekłam. MyungSoo... Mój najpiękniejszy.. Czy masz mi to za złe..? 

Przepełnione ulice. Dookoła tylko ci głupi ludzie. Seoul w godzinach szczytu przeistaczał się w śmiercionośną broń. Jeśli jesteś w grupie - na pewno się zgubisz. Jeśli jesteś sam - na pewno się zgubisz. Czyli jednym słowem, wszystkie zaułki wyglądały niemalże identycznie. I do tego było strasznie gorąco, co podwójnie spowalniało pracę mojego umysłu. Po dłużących się godzinach błądzenia dotarłam do klubu, gdzie miało dojść do podpisania czegoś w rodzaju sojuszu. Gangi zaczynają się nas bać, akurat kiedy najbardziej się rozrastamy...

Spacerowałam wzdłuż rzeki, w dzielnicy Busan, kiedy usłyszałam krzyki, dochodzące z równoległej ulicy. To był naprawdę gorący dzień, więc na zewnątrz nie było prawie nikogo. Zainteresowały mnie owe krzyki. Wydawały się brzmieć bardzo znajomo...
Nadjechała karetka. Wyłoniłam się zza rogu, by dowiedzieć się, w którą stronę zmierza. Czyżby bijatyka? Podeszłam bliżej. Pod ścianą wysokiego budynku leżał zakrwawiony chłopak. Z pojazdu wybiegli lekarze i zasłonili mi go, toteż podeszłam jeszcze bliżej. W podpuchniętych oczach półprzytomnej postaci zobaczyłam dobrze mi znany błysk.
- MyungSoo... - Szepnęłam i zasłoniłam przerażone usta. Chłopak tylko przekręcił głowę w moją stronę, po czym stracił przytomność. Migiem wbiegłam do karetki. Ludzie w białych fartuchach zadawali mi dziwne pytania, na które i tak w większości nie odpowiedziałam. Tym sposobem dojechaliśmy do szpitala. Przebadali go w sali, do której nie mogłam wejść. Czekałam kilka godzin. W końcu podszedł do mnie młody mężczyzna i oświadczył, że mogę wejść. Od razu, gdy się oddalił, pobiegłam do pokoju. Uklękłam przy łóżku przyjaciela. Złapałam go za ciepłą rękę. Spod jego podpuchniętych oczu leciały łzy.
- MyungSoo..? Słyszysz mnie? - Szeptałam drżącym głosem. Jego idealna cera była teraz posiniaczona i poraniona. Nie odezwał się. Podbiegłam do jednej z pielęgniarek krzątających się po korytarzu.
- Przepraszam... Czy on jest w śpiączce? - Wskazałam na przyjaciela.
- Tak. - Uśmiechnęła się do mnie.
- Więc... Więc dlaczego płacze?
- Może mu się coś śni, albo widzi obraz z przeszłości... Jego podświadomość może mu teraz pokazywać rzeczy, które bardzo przeżył w ostatnich dniach.
- Rzeczy, które bardzo przeżył..? - Powtórzyłam. - A sprzed dwóch lat?
- To możliwe. - Ukłoniła się. - Przepraszam. Muszę już iść.
- Dziękuję. - Skinęłam głową i wróciłam na swoje miejsce. - MyungSoo... Co się stało? Dlaczego płaczesz..? - Przyglądałam mu się pilnie. - Słyszysz mnie, i to pewnie przez to.. - Wytarłam jego łzy. - Jestem przy tobie. Mogę znów cię chronić. - Usłyszałam trzask drzwi. Gwałtownie wstałam. Zamarłam. Moje serce waliło jak oszalałe.
- Jugeumi Chonsa!! - Jęknął wysoki głosik. - Co ty... - Był bardzo zdziwiony. A może przerażony..?
- To przypadek.. Szłam rzeką i... - Nie mogłam kontynuować, ponieważ zostałam objęta przez długie ramiona SungJonga.
- Jak mogłaś tak odejść bez słowa?!! - Płakał. - Jak mogłaś mi to zrobić?!! Aż tak mnie nienawidzisz..?
- Dobrze wiesz, że cię nie nienawidzę...
- W każdym razie... Cieszę się, że żyjesz.
- Gdybym nie żyła, to cały kraj by o tym mówił. Jestem teraz jeszcze bardziej popularna niż wcześniej.. - Westchnęłam. - I w sumie to nie wiedzie mi się źle.
- To dobrze. - Podrapał mnie po plecach. - Tęskniłem za tobą jak cholera.. - Zaśmiałam się cicho.
- Właśnie widzę. - Złapałam go za ramiona i odsunęłam. Wytarłam łzy z jego twarzy i się uśmiechnęłam. - Już dobrze.
- Um. - Kiwnął głową, westchnął i podszedł do MyungSoo. - Ale tak właściwie... to co mu się stało? - Spojrzał na mnie.
- Nie wiem. Po prostu przechodziłam niedaleko i usłyszałam krzyki. Później jechała karetka, więc się zaciekawiłam. Kiedy się zorientowałam, że to on, zaczęłam panikować..
- Kochasz go, prawda? - Wymusił krzywy uśmiech.
- Skąd ty... - Posmutniałam.
- Powiedział nam. Ale w porządku. Rozumiem. W końcu spełniłaś moją ostatnią prośbę, nie? Musiało ci być ciężko wytrzymywać ze mną i jednocześnie go kochać.. Nie waż się o mnie martwić. Już mi przeszło. - Zaśmiał się. Usiadł na krześle obok łóżka szpitalnego. - Hyong... Coś ty narobił? Ładne to tak spać, kiedy Jugeumi Chonsa tu jest? - Uśmiechnęłam się. Czyli to jednak było zauroczenie..?
- Wiesz co? Zobaczyłam cię zaledwie kilka minut temu, a już widzę jak bardzo się zmieniłeś przez te trzy lata. Nie wspominając o tym, że włosy ci strasznie urosły i zmężniałeś.
- Nie mów tak, bo znowu się zauroczę. - Zaśmiał się. - A tym razem hyong mi nie daruje. Więc nie mogę się zakochać.

Siedzieliśmy w zaciemnionej sali kilka godzin. Opowiadałam, co się ze mną działo przez ten cały czas. SungJong uważnie mnie słuchał. W międzyczasie analizowałam jego sylwetkę. Naprawdę bardzo się zmienił. Jego palce i ramiona są jeszcze dłuższe niż ostatnim razem. Jest o wiele wyższy i szczuplejszy. Ten dzieciak z pierwszej liceum już zniknął. Mam teraz przed sobą dorosłego mężczyznę. Widać było, że starał się pakować. Ale u niego mięśnie wyglądałyby nienaturalnie. Mimo wszystko on zawsze zostanie dla mnie słabym dzieciakiem, którego uwielbiam wyciągać z opresji. Nieświadomie się uśmiechnęłam.
- I tak to właśnie było. - Westchnęłam kończąc swój monolog. - Miałam takie momenty, że zastanawiałam się, kiedy właściwie zacząłeś mnie lubić... Czy wtedy w fabryce, kiedy spotkaliśmy się pierwszy raz, czy kiedy obroniłam cię przed SungGyu w nocy, gdy u mnie spałeś...
- Sam chciałbym to wiedzieć. - Zaśmiał się. - To wypłynęło bardzo niespodziewanie.
- Rozumiem. - Podniosłam się, gdyż moje nogi zaczynały drętwieć.
- Nadal nie mogę uwierzyć, że tu jesteś. Czy to sen? Jak to możliwe, że Jugeumi Chonsa wróciła?
- Już jestem. - Uśmiechnęłam się i podeszłam do okna. - Wygląda na to, że zostanę w Seulu dłużej niż planowałam. Przecież nie zostawię tak MyungSoo. On też nade mną czuwał, gdy byłam nieprzytomna...
- Bardzo przeżył twoje odejście. Płakał całymi dniami. A ja razem z nim. Hoya miał ci za złe, że nie pożegnałaś się z nim. Ale w sumie... My mięliśmy pożegnanie.
- Bardzo spontaniczne. - Dodałam. - Sama jeszcze wtedy nie wiedziałam, że wyjadę. Samo tak jakoś wyszło.
- Zostań z nami jak najdłużej. Potrzebujemy cię Jugeumi.
___________________________________________________________
Dalsza część już jest :3 Wooohohohooho zobaczycie co za szataństwo planuję :> Dziękuję wszystkim za czytanie <3 kocham <3 i dziękuję noonie za gify <3 teraz posty będą urozmaicone ^^ Do następnego rozdziału :)

piątek, 1 marca 2013

Rozdział XXII.

Upadłam prosto w ramiona MyungSoo.
- Przeziębisz się! - Krzyknął mi prosto do ucha.
- Trudno. - Westchnęłam.
- Trudno?! - Powtórzył. - Coś się stało? - Złapał mnie za ramiona, lekko odchylił i spojrzał mi w oczy.
- Nie. - Uciekałam wzrokiem gdzie popadnie.
- Jugeumi Chonsa..- Dotknął moich mokrych włosów. - Chcesz iść do mnie? - Pokiwałam głową. Wziął mnie na ręce powędrował do budynku, w którym kiedyś wspólnie oglądaliśmy zdjęcia.
 Usadził mnie przy stoliku, a sam zaparzył herbatę.
- Dziękuję. - Mruknęłam cicho.
- Co się stało? - Usiadł naprzeciwko mnie. - Pokłóciliście się?
- Tak jakby... - Westchnęłam. - Po prostu nie każ mi do niego teraz wracać...
- A o co poszło? - Możesz mi przecież powiedzieć. - Uśmiechnął się lekko, ale stanowczo pokręciłam głową.
- Nie chcę o tym mówić.
- Znów cię pocałował? - Spojrzał na mnie. Zaczęłam się wiercić. Poczułam jak na moją twarz wypływa soczysty rumieniec.
- To jest... - Zacięłam się na chwilę. - Zgodziłam się na to. Zdradziłam własne uczucia MyungSoo! - Zaczęłam płakać. - Nie chciałam tego ale uległam! Przeze mnie on będzie jeszcze bardziej cierpiał! - MyungSoo najwyraźniej nie wiedział, co ma zrobić.
- Nie martw się. - Wstał i usiadł obok mnie. - Po prostu... Nigdy więcej tak nie rób. - Poklepał mnie po plecach.
- Więc nie każ mi już do niego wracać... Ja nie chcę...
- Dobrze. - Uśmiechnął się. - Zostaniesz u mnie.


Siedzieliśmy przy stole do późnego wieczora. Prawdę mówiąc... zasnęliśmy w salonie. Rano obudziłam się pierwsza. Usiadłam przy oknie i obserwowałam krople leniwie toczące się po gładkiej powierzchni szyby.
 Ulewa nie ustawała. Dopiero po kilku godzinach MyungSoo zaczął się wiercić i otworzył oczy.
- Już nie śpisz?
- Nie.. Od rana myślałam. Chyba powinnam odejść... To odpowiedni moment... - Westchnęłam. - Sytuacja zaczyna się za mocno komplikować.
- Odejść..?! Przenosisz się?! - Ożył.
- Przeniosę, zabiję... Co za różnica. Najważniejsze jest to, że już mnie tu nie będzie.
- Dlaczego chcesz zniknąć?!! Dlaczego tak nagle?!!! - Wrzeszczał ze łzami w oczach.
- To nie jest nagła decyzja. Już od dawna o tym myślę...
- Dlaczego..? - Szeptał.
- Bo cię kocham. - Słowa, które powiedziałam, wypełniły pustą ciszę. Serce chciało się zatrzymać w mojej klatce piersiowej. Czułam jak robi się gorąco. Chłopak patrzał na mnie przerażony.
- M...mnie..? - Wskazał palcem swoją osobę. - Ale... Ale jak to... - Wstał.
- Dlatego odejdę. - Zeskoczyłam z parapetu i stąpałam w stronę drzwi wyjściowych, kiedy MyungSoo złapał mnie za rękę.
- Nie... - Zapłakany przecząco pokręcił głową. - Nie znikaj. Proszę!! - Spojrzał na mnie. - Jakoś to będzie! Rozwiążemy to!! Dobrze? - Wymusił uśmiech.
- Nie dane nam było zostać razem do końca. Przepraszam MyungSoo.. Jestem szczęśliwa, że traktowałeś mnie jak przyjaciółkę.
- To ja przepraszam, że nie zauważyłem i że nie odwzajemniłem twojego uczucia! Ale... Nawet jeśli. Nie możesz zostać dla SungJonga? - Popatrzyłam na niego gniewnie.
- Chciałbyś, żeby SungYeol był z tobą tylko dlatego, że ty go kochasz, mimo że sam nic do ciebie nie czuje?
- No... Niby nie... - Westchnął. - A jeśli spróbujemy? - Zarumienił się lekko, ale nieugięcie spoglądał w moje oczy.
- To byłoby wbrew tobie. Nie chcę tego wymuszać.. - Odwróciłam się. - Po prostu zapomnijmy o tym, co tu dzisiaj zaszło. I zapomnij o mnie. Jugeumi Chonsa... od jutra... przestaje istnieć... - Stopniowo ściszałam ton głosu. - Kiedy skończysz lekcje przyjdź na peron. Będę czekać. Powiemy sobie do widzenia i nie zobaczymy się już nigdy więcej...
- Przestań.. - Oparł czoło o moje ramię. - Nie chcę się rozdzielać. - Płakał.
- Przykro mi.. MyungSoo. - Przygryzałam wargi, żeby się nie rozklejać. Nie chciałam mu ulegać. Wiedziałam, że to musi dojść do końca. Nie można tego dłużej ciągnąć w ten sposób...

 Wybiła trzynasta. Pociąg miał zaraz przyjechać. Siedziałam na ławce trzymając walizkę między nogami. Rozglądałam się dookoła wypatrując MyungSoo. Szedł w moją stronę ze spuszczoną głową ubrany w czarny garnitur. Trzymał w ręce bukiet czerwonych róż. Skąd wiedział, że lubię te kwiaty..? Kiedy mnie zobaczył, lekko się uśmiechnęłam. Zwinął usta. W jego oczach już stały łzy.
- Mam nadzieję, że nikomu nie mówiłeś. - Podeszłam do niego.
- Nie.. - Mruknął. - To dla ciebie. - Podsunął róże tuż pod mój nos. Zaśmiałam się.
- Dziękuję. - Ukłoniłam się i odebrałam prezent. - Będę za tobą tęsknić... - Westchnęłam.
- Napisz do mnie czasami list. Znasz mój adres, prawda? - Pokiwałam głową. - Jugeumi... - Przytulił się do mnie. - Jak my bez ciebie przeżyjemy..? - Czułam na swoich plecach jego ciepłe łzy.
- Poradzicie sobie jakoś. - Przyciągnęłam go do siebie jeszcze mocniej. Zgniotłam jego garnitur w pięściach. Zamknęłam oczy.
- Wróć do mnie, kiedy nadejdzie odpowiednia pora...
- Na pewno kiedyś się jeszcze spotkamy. Wbrew pozorom, Korea nie jest taka znowu duża. - Zaśmiałam się. Przyjechał pociąg.
- Do zobaczenia. - Ujął moją twarz w ciepłe dłonie i delikatnie musnął moje usta. Szeroko otworzyłam oczy.  - Nie zapomnij o tym. - Wprowadził mnie do wagonu. Szybko otworzyłam okno. Chciałam go widzieć najdłużej jak się da.
- MyungSoo.. - Pociąg powoli ruszył. Moje łzy zdawały się być coraz bardziej gęste. - MyungSoo!! - Widziałam jak zapłakany macha w moją stronę. - Kocham cię.

Jak tarcza księżyca, która wydaje się kurczyć, 
Tak ja coraz głębiej skrywam się 
w półmroku moich bladych warg... 
Modlić się? 
Krzyczeć? 
Co zrobić, gdy tracę Ciebie..?









To be continued...

____________________________________
Tak tak!! Nie myślcie sobie, że to koniec!! Nie miałabym serca, gdybym to tak przerwała TT^TT Ale teraz przyjmijmy fakt, że Jugeumi wyjeżdża na 3 lata. Skończyła już szkołę itd itp. I co dalej..? :> 
~ Oczywiście Jugeumi Chonsa nie przestała zabijać. Nie ma tak łatwo ;p ~