Podeszłam do dwójki. Rozdzieliłam ich. Wyższy krzyknął.
- Co ty wyprawiasz?!! - Dopiero teraz dotarło do mnie kim była osoba stojąca przede mną.
- Jugeumi Chonsa? - Wysoki głosik wydawał być się ucieszony.
- SungGyu czy ty nie wiesz, że jeśli on nie chce tego co ty, to powinieneś go uszanować?
- Kto tu mówi o szacunku? - Pchnął mnie. - Pytałaś się tych wszystkich ludzi, czy chcą zginąć?
- To co innego. Jesteście w jednej grupie, dlaczego go krzywdzisz?!!
- A ty niby nie..? Co robicie z nowymi? Słyszałem, że traktujecie je jak w podziemiu!!
- To źle słyszałeś. Tak się składa, że traktujemy je o wiele lepiej niż w podziemiu bo wiemy jak to jest. I mogę cię zapewnić, że nie przetrwałbyś tam trzech dni. Potrafisz tylko stękać na swoje zachcianki i straszyć słabszych od siebie. Czy ty w ogóle biłeś się kiedyś na pięści, czy zawsze używasz pistoletu, bo możesz? Wiesz, że taka gra jest nieczysta?
- Zamknij się!! - Wrzasnął mi prosto w twarz i uderzył mnie. Wkurzyłam się i oddałam cios w jego stronę z potrójną siłą. Upadł na ziemię.
- Już ktoś ci kiedyś mówił, że nie powinieneś ze mną zadzierać. I wiesz co? Miał rację. Pomyśl, zanim coś zrobisz, bo możesz oberwać podwójnie. - Odwróciłam się do SungJonnga. - Jesteś cały?
- To jest... - Odparł drżącym głosem. Lekko osunął się na ścianie. - Sam nie wiem..
- Chodź. - Złapałam go za rękę. Pierwsze kilka minut szarpał się i próbował uciec, ale później chyba się pogodził z faktem, że go zabieram. - Pewnie się mnie boisz. Ale spokojnie. Nie zrobię ci nic. Lubię grać czysto, a przez większość życia musiałam być nie fair.
- Ty grasz fair? Jakoś na liderze nie było tego widać... - Mruknął. Byliśmy już przed moim domem.
- Nie moja wina, że jestem silniejsza niż się uważa. - Zaśmiałam się i chciałam wejść do środka, kiedy poczułam, że SungJong się zatrzymał.
- Gdzie.... Gdzie jesteśmy?
- Mieszkam tu. A dlaczego pytasz?
- Mówią, że tu mieszkają sami wandale...
- A ja nim nie jestem? - Zaczęłam się śmiać. - Dopóki będziesz szedł ze mną mogę obiecać, że nic ci się nie stanie, jeśli o to chodzi. - Weszliśmy. Wprowadziłam młodszego do dwupokojowego mieszkania. Było bardzo małe. Białe ściany wydawały niemal się dotykać. Odłożyłam stolik ze środka pokoju i zapaliłam światło. - Połóż się. - Rozkazałam. Chłopak z wyraźną niechęcią ułożył się na czystym dywanie. - Może nie wygląda, ale lubię dbać o porządek. Nie bój się o nic. - Sięgnęłam po apteczkę i usiadłam przy Jongu.
- Co zamierzasz zrobić?
- Ile razy mam ci powtarzać, żebyś przestał się bać? - Uśmiechnęłam się. - Zaufaj mi jako człowiekowi, a nie jako Jugeumi Chonsa.
- Dlaczego akurat Jugeumi Chonsa? Naprawdę jesteś aniołem śmierci?
- Ludzie tak mnie nazwali. Zabiłam wielu ludzi. - Zatrząsł się. - Ale ty jesteś tu w innym celu. Coś ci zrobił? Boli cię coś?
- Wbił mi nóż w udo, żebym nie uciekł... I mocno przyparł do muru.
- Mocno cię boli?
- Um. - Kiwnął głową.
- Zsuń spodnie.
- Co?!!! - Przeraził się.
- Muszę ci to jakoś opatrzyć! No już! - Spojrzał na mnie wystraszony.
- Ale na pewno do niczego nie dojdzie?
- Daj spokój! Jak mogłabym skrzywdzić takie dziecko jak ty?! - Chyba go przekonałam. Ostrożnie zdjął spodnie i syknął z bólu. Umyłam ręce i lekko rozchyliłam ranę.
- Ałaa!! - Zaczął się drzeć.
- Nie jęcz. Chcę sprawdzić, czy przypadkiem nie został tam kawałek żelaza.
- Jego nóż był cały. - Mruknął. Zebrałam resztkę krwi i odkaziłam ranę. Ciasno zawiązałam bandaż.
- Okej. A jak z górą? Wszystko okej czy też powinnam zerknąć?
- Jest w porządku.. - Zawstydził się.
- Zrobię ci herbaty i pójdziesz spać w moim łóżku. Nie puszczę cię tak do domu. - Wstałam i poszłam do ciasnej kuchni.
- Dlaczego to robisz? Czy ludzie nie byli ci obojętni? - Zapytał cicho, ale wszystko słyszałam przez to, że mieszkanie było naprawdę małe.
- Przez gang zapomniałam o tym kim jestem. Stałam się jak mój szef - bezlitosna i żądna krwi nie znająca wartości życia i pojęcia troski. - Zajrzałam w kubek. - Nie wiem dlaczego wasza grupa mi to uświadomiła więc nie pytaj. Po prostu tak jest. Możesz czuć się bohaterem. - Podeszłam do niego. Nachyliłam się nad nim. Jego oczy w jednym momencie zrobiły się ogromne.
- C-co robisz? - Wydukał.
- Zawieś ręce na mojej szyi. Zaniosę cię do łóżka.
- Jest w porządku. Mogę spać tu. - Zarumienił się.
- Nawet o tym nie myśl. - Uśmiechnęłam się. To chyba go przekonało. Zaniosłam go do łóżka i przykryłam kołdrą. Postawiłam herbatę na stoliku tuż pod jego ręką.
- Jugeumi Chonsa... Uśmiechaj się częściej. Kiedy to robisz wyglądasz naprawdę ładnie. - Przykrył twarz kołdrą. Zdumiona jego słowami nic nie odpowiedziałam. Po prostu wyszłam z pokoju.
czwartek, 21 lutego 2013
The Versatile Blogger Award
Zostałam nominowana do The Versatile Blogger Award Przez EvilMonkey ^^ http://eunjunior.blogspot.com/ Jugeumi Chonsa i Infinite bardzo się cieszą ^^ I dziękują przy okazji :)
Zasady zabawy:
7 faktów dotyczących mnie:
1. Jeżdżę konno i należę do 26 pułku ułanów wielkopolskich :>
2. Miałam najwyższy wynik w klasie z języka polskiego z próbnych testów gimnazjalnych (26 pkt)
3. Nie lubię się uczyć i rzadko to robię, ale mimo to mam wysokie wyniki w nauce.
4. Kocham oglądać Koreańskie i Japońskie dramy :)
5. Jestem alergikiem - mam alergię na roztocza i pyłki traw.
6. Moim pierwszym biasem w k-popie był Lee Taemin. Dziś wstydzę się do tego przyznać i nie szczególnie przepadam za SHINee.
7. Pierwsze opublikowane opowiadanie, które napisałam było w większości zlepkiem moich snów. Dodawałam je na prośby przyjaciół.
15 blogów :
iiremember.blogspot.com/
http://polish-fansics.blogspot.com
rainingyesterday.blogspot.com/
http://anomie-world.blogspot.com/
http://yaoi-fanfics-pl.blogspot.com/
http://powerkpopff.blogspot.com
http://daejunstories.blogspot.com/
http://yaoi-kpop.blogspot.com/
Więcej niestety nie mam w zanadrzu ;p Za kilka chwil powinien pojawić się kolejny rozdział więc wyczekujcie go z wytrwałością :> Ci którzy często czytają moje opo wiedzą, że mam taką przypadłość, że często dodaję rozdziały :D
- podziękować nominującemu blogerowi u niego na blogu,
- pokazać nagrodę Versatile Blogger Award u siebie na blogu,
- ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie,
- nominować 15 blogów, które jego zdaniem na to zasługują,
- poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów.
7 faktów dotyczących mnie:
1. Jeżdżę konno i należę do 26 pułku ułanów wielkopolskich :>
2. Miałam najwyższy wynik w klasie z języka polskiego z próbnych testów gimnazjalnych (26 pkt)
3. Nie lubię się uczyć i rzadko to robię, ale mimo to mam wysokie wyniki w nauce.
4. Kocham oglądać Koreańskie i Japońskie dramy :)
5. Jestem alergikiem - mam alergię na roztocza i pyłki traw.
6. Moim pierwszym biasem w k-popie był Lee Taemin. Dziś wstydzę się do tego przyznać i nie szczególnie przepadam za SHINee.
7. Pierwsze opublikowane opowiadanie, które napisałam było w większości zlepkiem moich snów. Dodawałam je na prośby przyjaciół.
15 blogów :
iiremember.blogspot.com/
http://polish-fansics.blogspot.com
rainingyesterday.blogspot.com/
http://anomie-world.blogspot.com/
http://yaoi-fanfics-pl.blogspot.com/
http://powerkpopff.blogspot.com
http://daejunstories.blogspot.com/
http://yaoi-kpop.blogspot.com/
Więcej niestety nie mam w zanadrzu ;p Za kilka chwil powinien pojawić się kolejny rozdział więc wyczekujcie go z wytrwałością :> Ci którzy często czytają moje opo wiedzą, że mam taką przypadłość, że często dodaję rozdziały :D
środa, 20 lutego 2013
Rozdział VII.
Coś zaszeleściło za oknem. Otworzyłam oczy. MyungSoo nadal spał. Rozejrzałam się dookoła starając się o to, żeby go nie obudzić. Ktoś wszedł do pomieszczenia, w którym byliśmy. Przez ognisko nie byłam w stanie rozpoznać tej osoby.
- Kto to? - Zapytałam surowo. Byłam w stanie stanąć do walki w obronie przyjaciela siedzącego obok mnie.
- Już się niepokoisz? Siedź. - Skądś znałam ten głos. Chłopak podszedł bliżej, po czym usiadł obok mnie.
- Co tu robisz Hoya?
- Kurczę. Poznałaś mnie? - Uśmiechnęłam się. - Szukałem młodego. - Skinął w stronę MyungSoo. - SungYeol się o niego martwił.
- Nie dziwię mu się. - Spojrzałam na ogień. - W końcu jest ze mną. Każdy by się martwił.. - Cicho westchnęłam.
- Ja się nie martwiłem. - Uśmiechnął się. - Podobnie jak on, ja też ci ufam. Może nie bezgranicznie.... - Zaczął się śmiać.
- Sama sobie bezgranicznie nie ufam.
- Kto to..? - MyungSoo zamruczał, poruszył się i przetarł oczy.
- To ja. - Odezwał się starszy. Mój kolega z klasy wyprostował się i wstał, zabawnie się przy tym chwiejąc.
- Co tu robisz? - Chyba nadal się nie obudził.
- Yeol cię szukał.
- Hyong? - Nagle ożył. - Szukał mnie?
- Tak. Martwił się o ciebie i kazał mi pomóc w szukaniu ciebie. Zaprowadzić cię do niego?
- Tak hyong! - Skoczył. Uśmiechnęłam się lekko. "Co ja wyprawiam. Przecież on kocha Yeola." Pomyślałam.
- Więc do zobaczenia następnym razem. - Hoya pomachał w moją stronę.
- Papa!! - Skakał obok niego MyungSoo. Zaśmiałam się i odmachałam im, po czym podeszłam do okna.
- Co ja sobie wyobrażałam? Że tak nagle przestanie go kochać? I że niby ja jestem w stanie dać mu więcej szczęścia? Aish.. co się ze mną dzieje? - W moich oczach stanęły łzy. - Od kiedy jestem taka naiwna? I dlaczego ja do cholery płaczę?! Ogarnij się kobieto! - Uderzyłam się w policzek. Zaczęłam płakać jeszcze mocniej. - Idiotko. Nie becz tylko idź do domu. - Kopnęłam w ścianę. Wyszłam z budynku i skierowałam się w stronę domu.
Mniej więcej w połowie drogi dostałam telefon od grupy, że ktoś na nich napadł. Pobiegłam do nich. Byłam na miejscu w około dziesięć minut.
- Co się dzieje? - Zapytałam w progu jednej z nowych, która stała pod ścianą w grupie z resztą nowicjuszy.
- Piątka ludzi na nas naskoczyła z nożami. - Wskazała na osoby bijące się wewnątrz dużego mieszkania.
- To co tak stoicie?!! Łapać za co popadnie i do roboty!!! - Wrzasnęłam tak, że dziewczyny się skuliły. Sama wyciągnęłam nóż, który zawsze miałam w kieszeni i ruszyłam na pomoc moim ludziom.
Po pół godziny mieliśmy w mieszkaniu pięć trupów. Jedna nowa została zraniona w brzuch.
- Pomóż mi! Błagam!! - Jęczała. Klęknęłam przed nią. Wytarłam krew z noża o nogawkę i złapałam za bandaż.
- Wiesz co by ci zrobili w podziemiu? Włożyliby palec w twoją ranę i by cię tobą bawili. - Zaczęła pluć krwią. Zatamowałam krwotok i zabandażowałam jej ranę. - Za dwa dni kontynuujesz szkolenie. - Wstałam.
- Dwa dni? Na pewno? - Podszedł ktoś z czołowej piątki.
- Nie pasuje ci? W podziemiu miałaby godzinę na to, żeby się pozbierać. Inaczej by ją zabili. Już nie pamiętasz? - Warknęłam groźnie. Nie usłyszałam odpowiedzi. Postanowiłam energicznym krokiem wyjść z budynku. Szłam do siebie. Kolejny raz zostałam wyrwana z tej czynności. Tym razem przez krzyki dochodzące z bocznej alejki. Normalnie przeszłabym obok tego obojętnie. Ale nie tym razem. Zaciekawiona weszłam na chodnik i idąc blisko ściany zaglądałam w kolejne przedsionki. Ulice były spowite ciemnością. Ledwo udało mi się dostrzec dwie postacie w jednym z następnych zajazdów. Spojrzałam na nie. Wyciągnęłam nóż i schowałam go w rękawie mojego płaszcza.
- Hyong.. Przestań... - Wysoki głos drżał błagając o wybaczenie. Hah. Ile razy przyszło mi słyszeć taki ton głosu..
- Wiem, że tego chcesz. - Szeptał drugi chłopak. Do moich uszu dobiegły jęki. Nie wiem czemu, ale moje serce zaczęło mocniej bić. Pomóc mu, czy nie? Byłam w kropce. Ale po krótkiej bitwie z własnymi myślami zdecydowałam. Wzięłam głęboki wdech i...
_____________________
Dziękuję za przekazywanie pozytywnej energii ^^
- Kto to? - Zapytałam surowo. Byłam w stanie stanąć do walki w obronie przyjaciela siedzącego obok mnie.
- Już się niepokoisz? Siedź. - Skądś znałam ten głos. Chłopak podszedł bliżej, po czym usiadł obok mnie.
- Co tu robisz Hoya?
- Kurczę. Poznałaś mnie? - Uśmiechnęłam się. - Szukałem młodego. - Skinął w stronę MyungSoo. - SungYeol się o niego martwił.
- Nie dziwię mu się. - Spojrzałam na ogień. - W końcu jest ze mną. Każdy by się martwił.. - Cicho westchnęłam.
- Ja się nie martwiłem. - Uśmiechnął się. - Podobnie jak on, ja też ci ufam. Może nie bezgranicznie.... - Zaczął się śmiać.
- Sama sobie bezgranicznie nie ufam.
- Kto to..? - MyungSoo zamruczał, poruszył się i przetarł oczy.
- To ja. - Odezwał się starszy. Mój kolega z klasy wyprostował się i wstał, zabawnie się przy tym chwiejąc.
- Co tu robisz? - Chyba nadal się nie obudził.
- Yeol cię szukał.
- Hyong? - Nagle ożył. - Szukał mnie?
- Tak. Martwił się o ciebie i kazał mi pomóc w szukaniu ciebie. Zaprowadzić cię do niego?
- Tak hyong! - Skoczył. Uśmiechnęłam się lekko. "Co ja wyprawiam. Przecież on kocha Yeola." Pomyślałam.
- Więc do zobaczenia następnym razem. - Hoya pomachał w moją stronę.
- Papa!! - Skakał obok niego MyungSoo. Zaśmiałam się i odmachałam im, po czym podeszłam do okna.
- Co ja sobie wyobrażałam? Że tak nagle przestanie go kochać? I że niby ja jestem w stanie dać mu więcej szczęścia? Aish.. co się ze mną dzieje? - W moich oczach stanęły łzy. - Od kiedy jestem taka naiwna? I dlaczego ja do cholery płaczę?! Ogarnij się kobieto! - Uderzyłam się w policzek. Zaczęłam płakać jeszcze mocniej. - Idiotko. Nie becz tylko idź do domu. - Kopnęłam w ścianę. Wyszłam z budynku i skierowałam się w stronę domu.
Mniej więcej w połowie drogi dostałam telefon od grupy, że ktoś na nich napadł. Pobiegłam do nich. Byłam na miejscu w około dziesięć minut.
- Co się dzieje? - Zapytałam w progu jednej z nowych, która stała pod ścianą w grupie z resztą nowicjuszy.
- Piątka ludzi na nas naskoczyła z nożami. - Wskazała na osoby bijące się wewnątrz dużego mieszkania.
- To co tak stoicie?!! Łapać za co popadnie i do roboty!!! - Wrzasnęłam tak, że dziewczyny się skuliły. Sama wyciągnęłam nóż, który zawsze miałam w kieszeni i ruszyłam na pomoc moim ludziom.
Po pół godziny mieliśmy w mieszkaniu pięć trupów. Jedna nowa została zraniona w brzuch.
- Pomóż mi! Błagam!! - Jęczała. Klęknęłam przed nią. Wytarłam krew z noża o nogawkę i złapałam za bandaż.
- Wiesz co by ci zrobili w podziemiu? Włożyliby palec w twoją ranę i by cię tobą bawili. - Zaczęła pluć krwią. Zatamowałam krwotok i zabandażowałam jej ranę. - Za dwa dni kontynuujesz szkolenie. - Wstałam.
- Dwa dni? Na pewno? - Podszedł ktoś z czołowej piątki.
- Nie pasuje ci? W podziemiu miałaby godzinę na to, żeby się pozbierać. Inaczej by ją zabili. Już nie pamiętasz? - Warknęłam groźnie. Nie usłyszałam odpowiedzi. Postanowiłam energicznym krokiem wyjść z budynku. Szłam do siebie. Kolejny raz zostałam wyrwana z tej czynności. Tym razem przez krzyki dochodzące z bocznej alejki. Normalnie przeszłabym obok tego obojętnie. Ale nie tym razem. Zaciekawiona weszłam na chodnik i idąc blisko ściany zaglądałam w kolejne przedsionki. Ulice były spowite ciemnością. Ledwo udało mi się dostrzec dwie postacie w jednym z następnych zajazdów. Spojrzałam na nie. Wyciągnęłam nóż i schowałam go w rękawie mojego płaszcza.
- Hyong.. Przestań... - Wysoki głos drżał błagając o wybaczenie. Hah. Ile razy przyszło mi słyszeć taki ton głosu..
- Wiem, że tego chcesz. - Szeptał drugi chłopak. Do moich uszu dobiegły jęki. Nie wiem czemu, ale moje serce zaczęło mocniej bić. Pomóc mu, czy nie? Byłam w kropce. Ale po krótkiej bitwie z własnymi myślami zdecydowałam. Wzięłam głęboki wdech i...
_____________________
Dziękuję za przekazywanie pozytywnej energii ^^
wtorek, 19 lutego 2013
Rozdział VI.
Kolejnego dnia w szkole.. no cóż.. Nie dziwiło mnie to, że MyungSoo bał się na mnie spojrzeć. Chciał usłyszeć opowieść z podziemia to usłyszał. Taką trochę bardzo streszczoną... Ale gdybym miała opisać wszystko co tam się działo właśnie tak by to brzmiało. Zabiłam matkę. Zabiłam ojca. Czy chciałam? To już trochę inna sprawa. Nie miałam czasu na zastanawianie się nad tym, czy faktycznie tego chciałam. Zabijałam po kolei kogo popadło. Szef tylko wskazywał palcem. Wystarczyło nacisnąć spust i przeżyć. Tak... Niekiedy oni odstrzeliwali. Stąd szrama na moich plecach. Poza tym szef był surowy.. Nie jeden raz mi się od niego oberwało. Dlatego wolałam go słuchać. Życie człowieka nie miało dla niego żadnej wartości.
Siedziałam na ławce w czasie przerwy. Tak jak zawsze. Usłyszałam kroki kierowane w moją stronę. Lekko podniosłam wzrok. MyungSoo nie był sam. W swojej drobnej piąstce mocno ściskał rękaw SungYeola. Stanęli tuż przede mną. Yeol odchrząknął.
- Cz-cześć... - Mruknął niepewnie patrząc na mnie. - Chcielibyśmy cię o coś zapytać.
- Chodzi o moich rodziców? - Zapytałam bez wahania.
- T-tak jakby. Bo widzisz... MyungSoo chyba cię nie zrozumiał.
- Nie mógł zrozumieć źle. - Spojrzałam na niego. - Zabiłam moich rodziców. - Zatrzęśli się.
- Ale jak to możliwe? - Zapytał Yeol najwyraźniej nie dowierzając.
- Ehh.. - Westchnęłam i schowałam telefon. - Mam wam to wszystko opowiedzieć?
- Spotkajmy się w fabryce. - Odezwał się jak dotąd milczący MyungSoo.
- Okej. - Wstałam. Gwałtownie się odsunęli. Byli wystraszeni. Uśmiechnęłam się pod nosem. - Chyba już mi tak nie ufasz? - Odeszłam.
Stawiłam się w danym miejscu. Mój kolega z klasy był sam. Weszliśmy do środka. Wspólnie rozpaliliśmy niewielkie ognisko na środku małej sali i usiedliśmy pod ścianą.
- Intrygujesz mnie. Nie jesteś jak dziewczyny, z którymi mam na co dzień do czynienia. - Zaczął.
- Ja nie zawsze taka byłam. - Zaśmiałam się. - To wszystko przez podziemia.
- Więc opowiedz. - Skulił nogi i objął je ramionami, po czym wygodnie ułożył brodę na kolanach.
- Ale obiecaj mi kilka rzeczy. Nikomu tego nie rozpowiesz ani nie zaczniesz się mnie bać.
- Obiecuję! - Odkrzyknął natychmiastowo. Zaśmiałam się i zaczęłam szukać w myślach słów, od których powinnam zacząć. W końcu znalazłam i zaczęło się.
- W wieku 10 lat zostałam porwana. Moi rodzice próbowali mnie szukać, ale nie mieli pieniędzy na śledztwo. Szybko sobie odpuścili. Mnie wywieziono za miasto. Przykuli mnie do ściany i przez pierwszy tydzień głodzili. Ale to nie było jeszcze takie straszne. W późniejszym czasie zostałam oddana szefowi "do zabawy". W zależności od humoru bił mnie, czasami gwałcił, a innym razem kazał mi robić inne straszne rzeczy. - Westchnęłam. Spojrzałam na zasłuchanego MyungSoo po czym kontynuowałam. - Po kilku latach takiej służby awansowałam na kobietę z bronią. Mój szef miał na pieńku z różnymi osobami. Dawał mi zlecenia na zabójstwa. Czasami podawał też sposoby. Otruj, poderżnij gardło, uduś, zastrzel.. Szczerze mówiąc po pewnym czasie nie robiło mi to większej różnicy. Zakochałam się w przerażonym wzroku moich potencjalnych ofiar. Zabijałam z przyjemnością i satysfakcją. - Zaśmiałam się. - Doszło do dnia, kiedy szef powiedział : "Oni będą tam tego dnia. Rozstrzel wszystkich. Muszą tam być." Oczywiście zrobiłam jak kazał. Stawiłam się w określonym miejscu i czasie. To była rzeź. Po kilku dniach dowiedziałam się, że byli tam moi rodzice. Wpadłam w furię. Pozabijałam szefów gdy spali i stworzyłam gang z tamtejszymi dziewczynami. Pozbywałyśmy się każdego, kto stawał nam na drodze. - Spojrzał na mnie.
- Więc to po części historia powstania twojego gangu..?
- Można tak powiedzieć. - Uśmiechnęłam się. - Dziewczyny zawdzięczają mi życie. Szef kazał im robić równie obrzydliwe rzeczy jak na przykład gwałcenie trupa.
- Co?! - Przeraził się.
- Teraz widzisz, dlaczego nie ufam ludziom.
- Wiesz ja... - Złapał mnie za rękę. - Współczuję ci. Ale jednocześnie podziwiam cię, ponieważ nadal masz siłę. - Zarumieniłam się. "FUUUUUUUUCK!!" - Jesteś moim autorytetem Jugeumi Chonsa. Moim autorytetem jest najniebezpieczniejsza kobieta w Korei Południowej. - Zaśmiał się.
- Jak widzisz nie dla wszystkich jestem najniebezpieczniejsza. - Uśmiechnęłam się. - Obudziłeś we mnie człowieka MyungSoo. - "CO JA DO CHOLERY MÓWIĘ?!?! ;___;"
- Naprawdę? - Spojrzał na mnie. - To chyba dobrze?
- Sama nie wiem.. - Westchnęłam.
Rozmawialiśmy jeszcze kilka godzin. Na zewnątrz było już ciemno.
- Jugeumi Chonsa. Nie chcę wracać do pustego domu. - Powiedział w końcu zaspanym głosem opierając głowę na moim ramieniu.
- Chcesz tu zostać? - Było nam ciepło przez wciąż solidnie palące się ognisko.
- Zostaniesz tu ze mną? - Brzmiał na naprawdę zaspanego.
- Zostanę. - Uśmiechnęłam się. MyungSoo zamknął oczy.
- Mogę o coś zapytać?
- Co cię męczy?
- Ilu ludzi zabiłaś? - Wziął głęboki wdech.
- Za dużo MyungSoo. O wiele za dużo... Jak to jest, że im więcej o mnie wiesz, tym mniej się mnie boisz? Normalny człowiek by mnie unikał.
- Nie jestem jak wszyscy ludzie. Wiem co czujesz. I potrzebujesz przyjaciela.
- Uważasz się za mojego przyjaciela? - Zdziwiłam się lekko.
- Tak. - Po kilku minutach zasnął. Przymknęłam oczy.
- Śpisz? - Szepnęłam. Nie odpowiedział. - Jeśli się już w tobie zakocham.... obiecuję, że odejdę MyungSoo. - Wyszeptałam.
_______________________________
Wspierajmy INFINITE bo nie jest u nich za dobrze TT^TT Mam nadzieję, że wszystko się ułoży ;__; jak na razie sama uważam, że średnio z pisaniem u mnie ale to przez ten szok. T^T Biane ~ !
Siedziałam na ławce w czasie przerwy. Tak jak zawsze. Usłyszałam kroki kierowane w moją stronę. Lekko podniosłam wzrok. MyungSoo nie był sam. W swojej drobnej piąstce mocno ściskał rękaw SungYeola. Stanęli tuż przede mną. Yeol odchrząknął.
- Cz-cześć... - Mruknął niepewnie patrząc na mnie. - Chcielibyśmy cię o coś zapytać.
- Chodzi o moich rodziców? - Zapytałam bez wahania.
- T-tak jakby. Bo widzisz... MyungSoo chyba cię nie zrozumiał.
- Nie mógł zrozumieć źle. - Spojrzałam na niego. - Zabiłam moich rodziców. - Zatrzęśli się.
- Ale jak to możliwe? - Zapytał Yeol najwyraźniej nie dowierzając.
- Ehh.. - Westchnęłam i schowałam telefon. - Mam wam to wszystko opowiedzieć?
- Spotkajmy się w fabryce. - Odezwał się jak dotąd milczący MyungSoo.
- Okej. - Wstałam. Gwałtownie się odsunęli. Byli wystraszeni. Uśmiechnęłam się pod nosem. - Chyba już mi tak nie ufasz? - Odeszłam.
Stawiłam się w danym miejscu. Mój kolega z klasy był sam. Weszliśmy do środka. Wspólnie rozpaliliśmy niewielkie ognisko na środku małej sali i usiedliśmy pod ścianą.
- Intrygujesz mnie. Nie jesteś jak dziewczyny, z którymi mam na co dzień do czynienia. - Zaczął.
- Ja nie zawsze taka byłam. - Zaśmiałam się. - To wszystko przez podziemia.
- Więc opowiedz. - Skulił nogi i objął je ramionami, po czym wygodnie ułożył brodę na kolanach.
- Ale obiecaj mi kilka rzeczy. Nikomu tego nie rozpowiesz ani nie zaczniesz się mnie bać.
- Obiecuję! - Odkrzyknął natychmiastowo. Zaśmiałam się i zaczęłam szukać w myślach słów, od których powinnam zacząć. W końcu znalazłam i zaczęło się.
- W wieku 10 lat zostałam porwana. Moi rodzice próbowali mnie szukać, ale nie mieli pieniędzy na śledztwo. Szybko sobie odpuścili. Mnie wywieziono za miasto. Przykuli mnie do ściany i przez pierwszy tydzień głodzili. Ale to nie było jeszcze takie straszne. W późniejszym czasie zostałam oddana szefowi "do zabawy". W zależności od humoru bił mnie, czasami gwałcił, a innym razem kazał mi robić inne straszne rzeczy. - Westchnęłam. Spojrzałam na zasłuchanego MyungSoo po czym kontynuowałam. - Po kilku latach takiej służby awansowałam na kobietę z bronią. Mój szef miał na pieńku z różnymi osobami. Dawał mi zlecenia na zabójstwa. Czasami podawał też sposoby. Otruj, poderżnij gardło, uduś, zastrzel.. Szczerze mówiąc po pewnym czasie nie robiło mi to większej różnicy. Zakochałam się w przerażonym wzroku moich potencjalnych ofiar. Zabijałam z przyjemnością i satysfakcją. - Zaśmiałam się. - Doszło do dnia, kiedy szef powiedział : "Oni będą tam tego dnia. Rozstrzel wszystkich. Muszą tam być." Oczywiście zrobiłam jak kazał. Stawiłam się w określonym miejscu i czasie. To była rzeź. Po kilku dniach dowiedziałam się, że byli tam moi rodzice. Wpadłam w furię. Pozabijałam szefów gdy spali i stworzyłam gang z tamtejszymi dziewczynami. Pozbywałyśmy się każdego, kto stawał nam na drodze. - Spojrzał na mnie.
- Więc to po części historia powstania twojego gangu..?
- Można tak powiedzieć. - Uśmiechnęłam się. - Dziewczyny zawdzięczają mi życie. Szef kazał im robić równie obrzydliwe rzeczy jak na przykład gwałcenie trupa.
- Co?! - Przeraził się.
- Teraz widzisz, dlaczego nie ufam ludziom.
- Wiesz ja... - Złapał mnie za rękę. - Współczuję ci. Ale jednocześnie podziwiam cię, ponieważ nadal masz siłę. - Zarumieniłam się. "FUUUUUUUUCK!!" - Jesteś moim autorytetem Jugeumi Chonsa. Moim autorytetem jest najniebezpieczniejsza kobieta w Korei Południowej. - Zaśmiał się.
- Jak widzisz nie dla wszystkich jestem najniebezpieczniejsza. - Uśmiechnęłam się. - Obudziłeś we mnie człowieka MyungSoo. - "CO JA DO CHOLERY MÓWIĘ?!?! ;___;"
- Naprawdę? - Spojrzał na mnie. - To chyba dobrze?
- Sama nie wiem.. - Westchnęłam.
Rozmawialiśmy jeszcze kilka godzin. Na zewnątrz było już ciemno.
- Jugeumi Chonsa. Nie chcę wracać do pustego domu. - Powiedział w końcu zaspanym głosem opierając głowę na moim ramieniu.
- Chcesz tu zostać? - Było nam ciepło przez wciąż solidnie palące się ognisko.
- Zostaniesz tu ze mną? - Brzmiał na naprawdę zaspanego.
- Zostanę. - Uśmiechnęłam się. MyungSoo zamknął oczy.
- Mogę o coś zapytać?
- Co cię męczy?
- Ilu ludzi zabiłaś? - Wziął głęboki wdech.
- Za dużo MyungSoo. O wiele za dużo... Jak to jest, że im więcej o mnie wiesz, tym mniej się mnie boisz? Normalny człowiek by mnie unikał.
- Nie jestem jak wszyscy ludzie. Wiem co czujesz. I potrzebujesz przyjaciela.
- Uważasz się za mojego przyjaciela? - Zdziwiłam się lekko.
- Tak. - Po kilku minutach zasnął. Przymknęłam oczy.
- Śpisz? - Szepnęłam. Nie odpowiedział. - Jeśli się już w tobie zakocham.... obiecuję, że odejdę MyungSoo. - Wyszeptałam.
_______________________________
Wspierajmy INFINITE bo nie jest u nich za dobrze TT^TT Mam nadzieję, że wszystko się ułoży ;__; jak na razie sama uważam, że średnio z pisaniem u mnie ale to przez ten szok. T^T Biane ~ !
poniedziałek, 18 lutego 2013
Rozdział V.
Siedziałam na ławce i rozkoszowałam się gorzkim smakiem papierosa. Potrzebowałam tego już od dłuższego czasu. Ten cały kocioł zaczynał mnie wkurzać. Wplątałam się w życie szkoły, mimo że tak bardzo chciałam tego uniknąć...
Nagle ktoś zasłonił mi oczy. Wstałam na równe nogi i już byłam gotowa do oddania ciosu, kiedy spostrzegłam roześmianą twarz MyungSoo.
- Nie powinieneś tak robić... Mogłam cię uderzyć.
- Przepraszam. - Uśmiechnął się. - Jesteś strasznie brutalna jak na dziewczynę.
- A ty strasznie niewinny jak na chłopaka. - Ponownie zaciągnęłam papierosa. Kiedy czarnowłosy tylko to zauważył, od razu wyrwał mi peta z ręki i wyrzucił najdalej jak tylko mógł. Widać było, że mocno się wysilił.
- Nie powinnaś palić.
- Kogo to obchodzi. - Wkurzył mnie tym lekko.
- Chodź ze mną. - Pociągnął mnie za rękę. Zaczął skakać w nieznanym mi kierunku.
- Wiesz... mogę iść sama. Nie musisz trzymać mnie za rękę... - Wzburzyłam się, jednak nie za mocno, żeby nie spłoszyć chłopaka.
- Um.. Przepraszam.. - Zmieszał się. Uśmiechnęłam się i poczochrałam go po włosach.
- Jesteś bardzo zabawny.
- Wyglądasz o wiele ładniej kiedy się uśmiechasz. - Zaniemówiłam. Moja twarz niemal natychmiastowo wróciła do poprzedniego stanu. Nie spojrzałam na niego ani razu. W ciszy doszliśmy do pewnego budynku. Chciał wejść do środka, ale tuż przed drzwiami zatrzymałam się.
- Skąd mam wiedzieć, że to nie pułapka? - Zapytałam go nieufnie.
- Ja miałbym ci coś zrobić? Co najwyżej mogę cię lekko klepnąć ale przy mojej sile i tak nic pewnie nie poczujesz. - Zaśmiał się. W sumie było w tym trochę racji. Wysoka budowla wyglądała mi na mieszkalną. Wciąż nie byłam przekonana czy powinnam się na to zgodzić, ale weszłam do środka za MyungSoo. Wpuścił mnie do niewielkiego mieszkania złożonego z jednego pokoju, kuchni i łazienki.
- Po co mnie tu przyprowadziłeś? - Spojrzałam na niego.
- Chciałem ci coś pokazać. - Podszedł do szafki i wyciągnął coś w rodzaju zeszytu. Okazało się, że to album. Chłopak zaczął mi pokazywać zdjęcia z początków istnienia ich gangu.
- Czyli zostałeś zwerbowany przez WooHyuna?
- Tak. To był czas, kiedy moi rodzice zginęli.. Hyongowie bardzo mi pomogli.
- Nie masz rodziców?
- Babcia mnie utrzymuje.. Jak widzisz mieszkam sam.
- Wiem co to znaczy... Też mieszkam sama.
- Naprawdę? - Jego oczy się zaświeciły. - Dlaczego?
- Długo by mówić... Może kiedyś ci opowiem..
- Proszę..!
- Pójdę już. Do zobaczenia w szkole. - Wstałam i skierowałam się do drzwi, ale poczułam, że chłopak trzyma mnie za rękaw. Oczywiście, że wyrwałabym mu się, gdybym tylko chciała, ale... NO KURCZE NIE POTRAFIŁAM TT^TT
- Zostań na herbacie. - Skulił ramiona. "Bierze mnie na litość." Pomyślałam. Ale.. ale.... nie potrafiłam się oprzeć. Był taki niewinny ;__;
- No niech ci będzie.. - Westchnęłam nie dając po sobie znać, że ucieszyłam się z propozycji. Chłopak podskoczył i z uśmiechem na ustach zaczął przygotowywać wspomnianą herbatę.
Postawił dwa gorące kubki na niskim, tradycyjnym stole i zasiadł wraz ze mną na podłodze. Włączył telewizję i zaczął zabawnie komentować wypowiedzi reporterów.
- Niebezpieczna zabójczyni uczy się w szkole publicznej. Dostaliśmy informacje od naszych dostarczycieli. W okolicy pojawiły się pierwsze ofiary. - Mówił głos w telewizji. Zmieszałam się.
- Wyłączyć? - Spojrzał na mnie. Wgapiałam się w kubek i nic nie mówiłam.
- Nie boisz się mnie MyungSoo? Przecież mogłabym bez wysiłku cię zabić i pozbyć się sumienia...
- Nie zrobisz tego. - Uśmiechnął się.
- A co jeśli tak? - Spojrzałam na niego. Nawet nie drgnął. Dotarło do mnie dlaczego jest w gangu. Nieustraszony...
- Ufam ci. Nie patrzę na ludzi w sposób lidera, że jeśli jesteś z wrogiego gangu, powinienem cię zniszczyć. Ponieważ ty taka nie jesteś. To tylko przykrywka, prawda? W ten sposób spławiasz ludzi..
- Spławiam ludzi bo ich nienawidzę..
- Byłaś w podziemiu. Nie dziwię się ...
- Słyszałeś o tym..? Ale nawet jeśli to i tak nie wiesz co tam robiłam. Do czego byłam zmuszana ja i moje przyjaciółki.
- Więc powiedz... Jestem ciekawy.
- Nie powinieneś tego słuchać MyungSoo. - Wstałam.
- To aż takie straszne?
- Dlaczego chcesz tego słuchać? To najgorsze wspomnienia, które wyniszczają mnie od wewnątrz. Przez nie się zmieniłam. Przez nie zabijałam. Nawet rodziców. - Woooooops... Chyba się trochę rozpędziłam.
- Zabiłaś. . . . rodziców.....? - Jego oczy zrobiły się wielkie. Drobne ciałko zaczęło drżeć.
- To nic w porównaniu do podziemia. Nie myśl o tym. - Wyszłam.
Biegłam do domu ile sił w nogach. Było już ciemno. Wolałam, żeby nikt mnie nie zobaczyło tej porze poza bomem. Zaczęłam płakać. Zupełnie nie rozumiałam dlaczego.
Czy MyungSoo zmieni swój stosunek do mnie ..?
___________________________
Piąty rozdział za mną a komentarzy zero :< Byłoby miło, gdybyście pisali chociaż głupie "Przeczytałam/em". Wiedziałabym przynajmniej, że nie piszę tego dla siebie. :C
Nagle ktoś zasłonił mi oczy. Wstałam na równe nogi i już byłam gotowa do oddania ciosu, kiedy spostrzegłam roześmianą twarz MyungSoo.
- Nie powinieneś tak robić... Mogłam cię uderzyć.
- Przepraszam. - Uśmiechnął się. - Jesteś strasznie brutalna jak na dziewczynę.
- A ty strasznie niewinny jak na chłopaka. - Ponownie zaciągnęłam papierosa. Kiedy czarnowłosy tylko to zauważył, od razu wyrwał mi peta z ręki i wyrzucił najdalej jak tylko mógł. Widać było, że mocno się wysilił.
- Nie powinnaś palić.
- Kogo to obchodzi. - Wkurzył mnie tym lekko.
- Chodź ze mną. - Pociągnął mnie za rękę. Zaczął skakać w nieznanym mi kierunku.
- Wiesz... mogę iść sama. Nie musisz trzymać mnie za rękę... - Wzburzyłam się, jednak nie za mocno, żeby nie spłoszyć chłopaka.
- Um.. Przepraszam.. - Zmieszał się. Uśmiechnęłam się i poczochrałam go po włosach.
- Jesteś bardzo zabawny.
- Wyglądasz o wiele ładniej kiedy się uśmiechasz. - Zaniemówiłam. Moja twarz niemal natychmiastowo wróciła do poprzedniego stanu. Nie spojrzałam na niego ani razu. W ciszy doszliśmy do pewnego budynku. Chciał wejść do środka, ale tuż przed drzwiami zatrzymałam się.
- Skąd mam wiedzieć, że to nie pułapka? - Zapytałam go nieufnie.
- Ja miałbym ci coś zrobić? Co najwyżej mogę cię lekko klepnąć ale przy mojej sile i tak nic pewnie nie poczujesz. - Zaśmiał się. W sumie było w tym trochę racji. Wysoka budowla wyglądała mi na mieszkalną. Wciąż nie byłam przekonana czy powinnam się na to zgodzić, ale weszłam do środka za MyungSoo. Wpuścił mnie do niewielkiego mieszkania złożonego z jednego pokoju, kuchni i łazienki.
- Po co mnie tu przyprowadziłeś? - Spojrzałam na niego.
- Chciałem ci coś pokazać. - Podszedł do szafki i wyciągnął coś w rodzaju zeszytu. Okazało się, że to album. Chłopak zaczął mi pokazywać zdjęcia z początków istnienia ich gangu.
- Czyli zostałeś zwerbowany przez WooHyuna?
- Tak. To był czas, kiedy moi rodzice zginęli.. Hyongowie bardzo mi pomogli.
- Nie masz rodziców?
- Babcia mnie utrzymuje.. Jak widzisz mieszkam sam.
- Wiem co to znaczy... Też mieszkam sama.
- Naprawdę? - Jego oczy się zaświeciły. - Dlaczego?
- Długo by mówić... Może kiedyś ci opowiem..
- Proszę..!
- Pójdę już. Do zobaczenia w szkole. - Wstałam i skierowałam się do drzwi, ale poczułam, że chłopak trzyma mnie za rękaw. Oczywiście, że wyrwałabym mu się, gdybym tylko chciała, ale... NO KURCZE NIE POTRAFIŁAM TT^TT
- Zostań na herbacie. - Skulił ramiona. "Bierze mnie na litość." Pomyślałam. Ale.. ale.... nie potrafiłam się oprzeć. Był taki niewinny ;__;
- No niech ci będzie.. - Westchnęłam nie dając po sobie znać, że ucieszyłam się z propozycji. Chłopak podskoczył i z uśmiechem na ustach zaczął przygotowywać wspomnianą herbatę.
Postawił dwa gorące kubki na niskim, tradycyjnym stole i zasiadł wraz ze mną na podłodze. Włączył telewizję i zaczął zabawnie komentować wypowiedzi reporterów.
- Niebezpieczna zabójczyni uczy się w szkole publicznej. Dostaliśmy informacje od naszych dostarczycieli. W okolicy pojawiły się pierwsze ofiary. - Mówił głos w telewizji. Zmieszałam się.
- Wyłączyć? - Spojrzał na mnie. Wgapiałam się w kubek i nic nie mówiłam.
- Nie boisz się mnie MyungSoo? Przecież mogłabym bez wysiłku cię zabić i pozbyć się sumienia...
- Nie zrobisz tego. - Uśmiechnął się.
- A co jeśli tak? - Spojrzałam na niego. Nawet nie drgnął. Dotarło do mnie dlaczego jest w gangu. Nieustraszony...
- Ufam ci. Nie patrzę na ludzi w sposób lidera, że jeśli jesteś z wrogiego gangu, powinienem cię zniszczyć. Ponieważ ty taka nie jesteś. To tylko przykrywka, prawda? W ten sposób spławiasz ludzi..
- Spławiam ludzi bo ich nienawidzę..
- Byłaś w podziemiu. Nie dziwię się ...
- Słyszałeś o tym..? Ale nawet jeśli to i tak nie wiesz co tam robiłam. Do czego byłam zmuszana ja i moje przyjaciółki.
- Więc powiedz... Jestem ciekawy.
- Nie powinieneś tego słuchać MyungSoo. - Wstałam.
- To aż takie straszne?
- Dlaczego chcesz tego słuchać? To najgorsze wspomnienia, które wyniszczają mnie od wewnątrz. Przez nie się zmieniłam. Przez nie zabijałam. Nawet rodziców. - Woooooops... Chyba się trochę rozpędziłam.
- Zabiłaś. . . . rodziców.....? - Jego oczy zrobiły się wielkie. Drobne ciałko zaczęło drżeć.
- To nic w porównaniu do podziemia. Nie myśl o tym. - Wyszłam.
Biegłam do domu ile sił w nogach. Było już ciemno. Wolałam, żeby nikt mnie nie zobaczyło tej porze poza bomem. Zaczęłam płakać. Zupełnie nie rozumiałam dlaczego.
Czy MyungSoo zmieni swój stosunek do mnie ..?
___________________________
Piąty rozdział za mną a komentarzy zero :< Byłoby miło, gdybyście pisali chociaż głupie "Przeczytałam/em". Wiedziałabym przynajmniej, że nie piszę tego dla siebie. :C
piątek, 15 lutego 2013
Rozdział IV.
Nie odwróciłam się.
- Dziękuję. - Usłyszałam wysoki głosik. Uśmiechnęłam się pod nosem i wyszłam z budynku. Hoya i DongWoo nadal tam byli.
- Ej! Bohaterko! Ostrożniej trochę, bo możesz sobie coś zrobić! - Zaśmiał się czarnowłosy. Wyciągnęłam z kieszeni pistolet i pokazałam go chłopakowi. Jego mina w jednej sekundzie zrzedła. Zaczęłam się śmiać. - Skąd... Skąd go masz? - Zszokowany podszedł bliżej i obejrzał przedmiot, który trzymałam w ręce.
- Ahh.. Długo by opowiadać. - Uśmiechnęłam się.
- Nawet nasz najlepszy dostawca nie mógł zdobyć tego modelu.
- Dlatego to mój ulubiony. Jest świetny. - Schowałam pistolet, pomachałam im i oddaliłam się. W oczach Hoyi... Chyba nie jestem już tą osobą znaną z mediów. On widzi mnie prawdziwą. Ale nawet ja sama nie jestem w stanie poznać siebie do końca. I podejrzewam, że nikt nigdy tego nie dokona. Jestem zagadką tego świata.
Kolejnego dnia w szkole wszyscy ludzie się na mnie gapili. Niektórzy się uśmiechali, inni byli przerażeni, a dziewczynki uwielbiające swoją niesamowitą siódemkę.... one chciały mnie zabić. Ale z pozbyciem się mnie nie jest tak łatwo. Prędzej ja bym je sprzątnęła...
Była długa przerwa, kiedy wyszłam na zewnątrz. Usiadłam na ławce i pisałam sms'y z rozkazami do grupy. Nowe dziewczyny muszą być wyszkolone na konkretnych zasadach.
- Mogę...? - Usłyszałam znajomy głos. Nie spojrzałam nawet na niego. Po prostu się zgodziłam. - Dlaczego wczoraj to zrobiłaś? - Schowałam telefon do kieszeni.
- Wiesz MyungSoo.. Widziałam w życiu wiele rzeczy. Większości z nich naprawdę wolałabym nigdy nie zobaczyć. Staram się za wszelką cenę zapomnieć o tych wspomnieniach, ale to nie takie proste. Nie chciałabym żebyś musiał przechodzić przez to samo. - Uśmiechnęłam się.
- Dlaczego to robisz? - Zaciekawił się.
- Sama tego nie wiem... Zazwyczaj ludzie są mi obojętni, ale z pewnego powodu nie chcę pozwolić na to, żebyś musiał cierpieć. Czy to fizycznie czy psychicznie... MyungSoo, co mi zrobiłeś? Pewnie gdy spałam na lekcji wstrzyknąłeś mi coś.
- Nie!! Naprawdę nic nie zrobiłem!!! - Zaczęłam się śmiać.
- Przecież tylko żartuję. - Poklepałam go po ramieniu. - Jak będziesz miał jakiś problem to mi powiedz, dobrze? Postaram się pomóc.
- Emm... Mogę mieć pytanie?
- Pewnie.
- Czy ty... Tamtego dnia zabiłaś kogoś, prawda? - Wyglądał na zmieszanego.
- Zobaczyłeś krew..? MyungSoo, czy ty czujesz coś do SungYeol'a? - Chciałam zmienić temat.
- To jest... Ja... - Podniósł wzrok i zarumienił się. - To widać?
- Widać, czy nie... Musisz naprawdę lubić swojego hyunga. Wyglądaliście jak prawdziwa para wtedy w fabryce...
- To już trwa od jakiegoś czasu... Kiedy spotkałem hyunga po raz pierwszy, od razu się w nim zakochałem. Ale nigdy nie miałem odwagi mu tego powiedzieć. On się chyba jeszcze nie zorientował...
- Jeśli nie będziesz bezpośredni, możesz stracić to uczucie. Ale istnieje ryzyko, że on się od ciebie odwróci, jeśli mu to wyznasz... To trudna sytuacja.. Jak chcesz, mogę ci w tym pomóc. - Otwieram się na ludzi.... CO JEST ZE MNĄ NIE TAK?!?!?!?!?! TT_TT
- Nie trzeba.. - Lekko się uśmiechnął. - Jest dobrze.. - W moich myślach było coś mniej więcej takiego : "LSUHDELABFWHDBFKUWHBLDKJ BOOOOŻEEE JAKI ON UROCZY KHEDBFAWEBF *DEAD*" To chyba wyjaśniało mój stosunek do kolegi z klasy. Niewątpliwie jego urok przyciągał wiele samozwańczych fanek. Z resztą nie tylko fanek...
- Na pewno?
- Tak. - Pokiwał głową i wstał. - Dziękuję za rozmowę. - Ukłonił się. Odszedł...
Kolejne lekcje sprawiały mi wiele kłopotu. Nie potrafiłam się skupić. W sumie to nawet nie chciałam się skupiać.. Myślałam o tym jak pomóc MyungSoo. Do reszty zwariowałam. Nie dość, że pomagam obcemu, to jeszcze chłopakowi... Mimo że z chłopcami miałam więcej wspólnego niż z dziewczynkami, nie lubiłam płci przeciwnej. Gdyby ktoś wcześniej zapytał dlaczego, nie wiedziałabym jak się wytłumaczyć. Dzisiaj już wiem - to uraz z przeszłości. Pamiętam to aż za dokładnie... Każdego faceta potępiałam i gardziłam. Ale MyungSoo... On wszystko zmienia. Dlaczego?
- Dziękuję. - Usłyszałam wysoki głosik. Uśmiechnęłam się pod nosem i wyszłam z budynku. Hoya i DongWoo nadal tam byli.
- Ej! Bohaterko! Ostrożniej trochę, bo możesz sobie coś zrobić! - Zaśmiał się czarnowłosy. Wyciągnęłam z kieszeni pistolet i pokazałam go chłopakowi. Jego mina w jednej sekundzie zrzedła. Zaczęłam się śmiać. - Skąd... Skąd go masz? - Zszokowany podszedł bliżej i obejrzał przedmiot, który trzymałam w ręce.
- Ahh.. Długo by opowiadać. - Uśmiechnęłam się.
- Nawet nasz najlepszy dostawca nie mógł zdobyć tego modelu.
- Dlatego to mój ulubiony. Jest świetny. - Schowałam pistolet, pomachałam im i oddaliłam się. W oczach Hoyi... Chyba nie jestem już tą osobą znaną z mediów. On widzi mnie prawdziwą. Ale nawet ja sama nie jestem w stanie poznać siebie do końca. I podejrzewam, że nikt nigdy tego nie dokona. Jestem zagadką tego świata.
Kolejnego dnia w szkole wszyscy ludzie się na mnie gapili. Niektórzy się uśmiechali, inni byli przerażeni, a dziewczynki uwielbiające swoją niesamowitą siódemkę.... one chciały mnie zabić. Ale z pozbyciem się mnie nie jest tak łatwo. Prędzej ja bym je sprzątnęła...
Była długa przerwa, kiedy wyszłam na zewnątrz. Usiadłam na ławce i pisałam sms'y z rozkazami do grupy. Nowe dziewczyny muszą być wyszkolone na konkretnych zasadach.
- Mogę...? - Usłyszałam znajomy głos. Nie spojrzałam nawet na niego. Po prostu się zgodziłam. - Dlaczego wczoraj to zrobiłaś? - Schowałam telefon do kieszeni.
- Wiesz MyungSoo.. Widziałam w życiu wiele rzeczy. Większości z nich naprawdę wolałabym nigdy nie zobaczyć. Staram się za wszelką cenę zapomnieć o tych wspomnieniach, ale to nie takie proste. Nie chciałabym żebyś musiał przechodzić przez to samo. - Uśmiechnęłam się.
- Dlaczego to robisz? - Zaciekawił się.
- Sama tego nie wiem... Zazwyczaj ludzie są mi obojętni, ale z pewnego powodu nie chcę pozwolić na to, żebyś musiał cierpieć. Czy to fizycznie czy psychicznie... MyungSoo, co mi zrobiłeś? Pewnie gdy spałam na lekcji wstrzyknąłeś mi coś.
- Nie!! Naprawdę nic nie zrobiłem!!! - Zaczęłam się śmiać.
- Przecież tylko żartuję. - Poklepałam go po ramieniu. - Jak będziesz miał jakiś problem to mi powiedz, dobrze? Postaram się pomóc.
- Emm... Mogę mieć pytanie?
- Pewnie.
- Czy ty... Tamtego dnia zabiłaś kogoś, prawda? - Wyglądał na zmieszanego.
- Zobaczyłeś krew..? MyungSoo, czy ty czujesz coś do SungYeol'a? - Chciałam zmienić temat.
- To jest... Ja... - Podniósł wzrok i zarumienił się. - To widać?
- Widać, czy nie... Musisz naprawdę lubić swojego hyunga. Wyglądaliście jak prawdziwa para wtedy w fabryce...
- To już trwa od jakiegoś czasu... Kiedy spotkałem hyunga po raz pierwszy, od razu się w nim zakochałem. Ale nigdy nie miałem odwagi mu tego powiedzieć. On się chyba jeszcze nie zorientował...
- Jeśli nie będziesz bezpośredni, możesz stracić to uczucie. Ale istnieje ryzyko, że on się od ciebie odwróci, jeśli mu to wyznasz... To trudna sytuacja.. Jak chcesz, mogę ci w tym pomóc. - Otwieram się na ludzi.... CO JEST ZE MNĄ NIE TAK?!?!?!?!?! TT_TT
- Nie trzeba.. - Lekko się uśmiechnął. - Jest dobrze.. - W moich myślach było coś mniej więcej takiego : "LSUHDELABFWHDBFKUWHBLDKJ BOOOOŻEEE JAKI ON UROCZY KHEDBFAWEBF *DEAD*" To chyba wyjaśniało mój stosunek do kolegi z klasy. Niewątpliwie jego urok przyciągał wiele samozwańczych fanek. Z resztą nie tylko fanek...
- Na pewno?
- Tak. - Pokiwał głową i wstał. - Dziękuję za rozmowę. - Ukłonił się. Odszedł...
Kolejne lekcje sprawiały mi wiele kłopotu. Nie potrafiłam się skupić. W sumie to nawet nie chciałam się skupiać.. Myślałam o tym jak pomóc MyungSoo. Do reszty zwariowałam. Nie dość, że pomagam obcemu, to jeszcze chłopakowi... Mimo że z chłopcami miałam więcej wspólnego niż z dziewczynkami, nie lubiłam płci przeciwnej. Gdyby ktoś wcześniej zapytał dlaczego, nie wiedziałabym jak się wytłumaczyć. Dzisiaj już wiem - to uraz z przeszłości. Pamiętam to aż za dokładnie... Każdego faceta potępiałam i gardziłam. Ale MyungSoo... On wszystko zmienia. Dlaczego?
czwartek, 14 lutego 2013
Rozdział III.
Ulice tego dnia były mokre. Biegłam przodem. Reszta była za mną. Cała czołówka i kilka nowych. Dawno tak się nie zmachałam. Po drodze zgubiłam kilka naboi, ale powinno mi ich starczyć. To tylko mała grupka jakiś idiotów. Tak myślałam...
Stałam na środku pola. Nadal padało. Włosy opadały na moją twarz, ale mimo to doskonale widziałam co dzieje się dookoła mnie. Jeden z nich wyglądał na wystraszonego. Pewnie mnie znał. Zza chmur wyszło słońce. Lekko zmrużyłam oczy. Wyciągnęłam pistolet z kieszeni, przeładowałam i oddałam pierwszy strzał. Dostał ten, który najbardziej przykuł moją uwagę. Jego znajomi się wkurzyli. Zaczęli w nas strzelać. Jednak niecelnie.
- Amatorzy... - Westchnęłam i wybijałam każdego po kolei. Właściwie po kilku minutach miało się skończyć, ale zza wysokiego budynku wybiegła kolejna grupa, liczniejsza od poprzedniej. Jeden z nich trafił w moje ramię. Całe szczęście ubrałam kamizelkę kuloodporną. Jak każdy z mojego gangu. Mimo wszystko dbaliśmy o bezpieczeństwo.
Został jeden z nich. Skończyły mu się naboje. Uśmiechnęłam się i podeszłam do niego.
- Skoro nie masz broni, to walcz. - Wyjęczał coś przerażony. Uderzyłam go w brzuch z pięści. Niewiele wysiłku włożyłam w przewrócenie go. Zaczęłam kopać.
- Proszę, przestań... - Jęczał ledwo już żywy.
- Sorki. Nie znam litości. - Strzeliłam w niego. Dziewczyny z nowej grupy odwróciły się. - Dlaczego nie patrzycie? - Podeszłam do trójki. - Brzydzi was widok krwi czy trupa?
- Nie.. - Szepnęła jedna z nich.
- Co ty tam mamroczesz?
- Nie brzydzi mnie widok trupa ani krwi!! - Krzyknęła. Uśmiechnęłam się i poklepałam ją po ramieniu.
- Wy ich przeszukacie. - Zwróciłam się do stojących obok dwóch nowych.
- Dlaczego...? - Odezwała się jedna.
- To nie była prośba. To był rozkaz. - Oddaliłam się. Junnie Soo skoczyła do mnie.
- Emm... Czy powinnyśmy tak je traktować..? Są nowe. To może je przerażać...
- Czy ciebie ktoś pytał o zdanie? Jak byłaś w podziemiu, czy kiedykolwiek dali i wybór? I tak mają szczęście, że mają ich tylko przeszukać. Już zapomniałaś, co kazali ci robić z trupami?
- Ale ja...
- Pewnie wtedy chciałaś zrobić wszystko, żeby móc tylko przestać. Nie było tak? Nie chcę, żeby ten gang się zeszmacił jak mnie zabraknie.
- Zamierzasz odejść? - Zdziwiła się.
- Nie. - Zaśmiałam się. - Ale każdy w końcu odejdzie. Jedni umrą, innych pochwycą.. Różne rzeczy się zdarzają. - Spojrzałam w stronę dziewczyn krzątających się wokół ciał. - One mają szczęście, że mogą mieć wybór. W końcu same do nas dołączyły.
- Są naprawdę dobre. Jak je jeszcze trochę podszkolimy to nadadzą się do czołówki.
- Nie możemy dawać im za dużo swobody. Stworzymy drugą linię. Weźmiemy najlepsze z nowych. - Westchnęłam. Przestało padać. Dziewczyny skończyły przeglądać martwych. Wracaliśmy. Spojrzałam na stary, opuszczony budynek. - Idźcie sami. - Rzuciłam do reszty.
- Wracasz sama?
- Tak. Nic mi nie będzie. Mam pistolet. - Pomachałam bronią i uśmiechnęłam się. Zmierzałam w stronę opuszczonej fabryki. Zobaczyłam nadjeżdżający tam samochód. Schowałam się. Bocznym wejściem wślizgnęłam się do środka. Siódemka chłopaków weszła do środka. MyungSoo usiadł pod ścianą. Wyglądał na przerażonego. Reszta obcowała wokół kogoś, kogo nie znałam. Wyglądał na delikatnego. Do mojego kolei z klasy podszedł SungYeol. Nie był zadowolony z tego, co się dzieje. SungGyu złapał chudego chłopaka za nadgarstki i przyparł do ściany.
- Szefie... Czy to na pewno dobrze..? - Zapytał się Hoya. WooHyun nie za mocno kopnął go w piszczel. Albo po prostu nie było stać go na więcej.. Różowo-włosy nie był pewien, czy powinien uczestniczyć w wydarzeniu.
- DongWoo.. Chodź. - Hoya złapał go za rękaw i wyprowadził. "No tak. Teraz wszystko się zgadza. Czyli ten chłopaczek to musi być SungJong" przeleciało mi przez myśl. Lider wciąż na niego napierał. Zastanawiałam się dlaczego to robią... Przechodzący obok Hoya klepnął mnie w ramie. Przeraziłam się, gdyż byłam pewna, że mnie nie widać. Uśmiechnął się tylko i przyłożył palec do ust na znak, że mam być cicho. Wyszliśmy razem na zewnątrz.
- Czy ty jesteś... - DongWoo był speszony.
- Tak. To ona. - Zaśmiał się Hoya. - Co tu robisz? Chyba nie powinnaś patrzeć na takie rzeczy.
- Jakie rzeczy? Co SungGyu zamierza z nim zrobić?
- Powiedzmy, że młody mu się naraził. A jak ktoś mu się narazi, to lider nie odpuści.
- Ja też mu się naraziłam. - Zaśmiałam się. - Chyba okłada tylko słabszych od siebie..
- Lider to lider. Nie chce, żeby ktokolwiek poznał jego słabości.
- Po prostu chce być straszny i nie chce spaść z pozycji. Ale to bycie strasznym... - Pokręciłam głową. -
Coś mu nie wychodzi. - Chciałam dodać, że jest żałosny, ale ugryzłam się w język pamiętając z kim rozmawiam.
- Po co tu przyszłaś? Masz jakąś sprawę?
- Właściwie to po prostu byłam ciekawa. - Uśmiechnęłam się. Hoya wydawał się być bardzo sympatyczny.
- Biłaś się z kimś? - DongWoo spojrzał na mój poplamiony płaszczyk.
- To moja codzienność. - Zaśmiałam się. - A tak właściwie... Co SungGyu zamierza zrobić z SungJongiem?
- Nie pytaj.. - Westchnął Hoya. - Czasami mam ochotę opuścić tą grupę, ale lider mocno nas trzyma.
- To nie problem. Ludzie bywają w gorszych sytuacjach.. Coś o tym wiem.
- Właściwie to... - Odezwał się DongWoo. - Lider lubi wykorzystywać młodego. - Zaakcentował słowo "wykorzystywać".
- Co? W jaki sposób? - Zdziwiłam się.
- No wiesz....
- Przestań. - Zatrzymał go Hoya. - To zdecydowanie złe wykorzystywanie.
- Cielesne? - Przeraziłam się.
- Jesteś mądrzejsza niż myślałem... - Westchnął.
- Ale przecież MyungSoo na to patrzy!
- Lidera to nie ob... - Nie zdążył skończyć, ponieważ już biegiem wracałam do środka. SungJong już nie miał koszulki. Zerknęłam na parę siedzącą wciąż w tym samym miejscu pod ścianą. Niemal dosłownie rzuciłam się na SungGyu. WooHyun próbował mnie powstrzymywać, ale nie dawałam się. Wpadłam w furię. Ledwo się opanowałam. Sprzedałam liderowi kilka ciosów i wstałam z niego. Spojrzałam na sparaliżowanego SungJonga. Przeniosłam wzrok na MyungSoo. Podeszłam do niego.
- Wszystko ok? - Zapytałam. Mocno ściskał rękę SungYeola. Pokiwał delikatnie głową i chwiejąc się wstał.
- Co tu robisz? - Zapytał drżącym głosem.
- Nie powinieneś oglądać takich rzeczy. - Uśmiechnęłam się. Już miałam wychodzić. Odwróciłam się plecami, kiedy ktoś złapał mnie za ramię..
Stałam na środku pola. Nadal padało. Włosy opadały na moją twarz, ale mimo to doskonale widziałam co dzieje się dookoła mnie. Jeden z nich wyglądał na wystraszonego. Pewnie mnie znał. Zza chmur wyszło słońce. Lekko zmrużyłam oczy. Wyciągnęłam pistolet z kieszeni, przeładowałam i oddałam pierwszy strzał. Dostał ten, który najbardziej przykuł moją uwagę. Jego znajomi się wkurzyli. Zaczęli w nas strzelać. Jednak niecelnie.
- Amatorzy... - Westchnęłam i wybijałam każdego po kolei. Właściwie po kilku minutach miało się skończyć, ale zza wysokiego budynku wybiegła kolejna grupa, liczniejsza od poprzedniej. Jeden z nich trafił w moje ramię. Całe szczęście ubrałam kamizelkę kuloodporną. Jak każdy z mojego gangu. Mimo wszystko dbaliśmy o bezpieczeństwo.
Został jeden z nich. Skończyły mu się naboje. Uśmiechnęłam się i podeszłam do niego.
- Skoro nie masz broni, to walcz. - Wyjęczał coś przerażony. Uderzyłam go w brzuch z pięści. Niewiele wysiłku włożyłam w przewrócenie go. Zaczęłam kopać.
- Proszę, przestań... - Jęczał ledwo już żywy.
- Sorki. Nie znam litości. - Strzeliłam w niego. Dziewczyny z nowej grupy odwróciły się. - Dlaczego nie patrzycie? - Podeszłam do trójki. - Brzydzi was widok krwi czy trupa?
- Nie.. - Szepnęła jedna z nich.
- Co ty tam mamroczesz?
- Nie brzydzi mnie widok trupa ani krwi!! - Krzyknęła. Uśmiechnęłam się i poklepałam ją po ramieniu.
- Wy ich przeszukacie. - Zwróciłam się do stojących obok dwóch nowych.
- Dlaczego...? - Odezwała się jedna.
- To nie była prośba. To był rozkaz. - Oddaliłam się. Junnie Soo skoczyła do mnie.
- Emm... Czy powinnyśmy tak je traktować..? Są nowe. To może je przerażać...
- Czy ciebie ktoś pytał o zdanie? Jak byłaś w podziemiu, czy kiedykolwiek dali i wybór? I tak mają szczęście, że mają ich tylko przeszukać. Już zapomniałaś, co kazali ci robić z trupami?
- Ale ja...
- Pewnie wtedy chciałaś zrobić wszystko, żeby móc tylko przestać. Nie było tak? Nie chcę, żeby ten gang się zeszmacił jak mnie zabraknie.
- Zamierzasz odejść? - Zdziwiła się.
- Nie. - Zaśmiałam się. - Ale każdy w końcu odejdzie. Jedni umrą, innych pochwycą.. Różne rzeczy się zdarzają. - Spojrzałam w stronę dziewczyn krzątających się wokół ciał. - One mają szczęście, że mogą mieć wybór. W końcu same do nas dołączyły.
- Są naprawdę dobre. Jak je jeszcze trochę podszkolimy to nadadzą się do czołówki.
- Nie możemy dawać im za dużo swobody. Stworzymy drugą linię. Weźmiemy najlepsze z nowych. - Westchnęłam. Przestało padać. Dziewczyny skończyły przeglądać martwych. Wracaliśmy. Spojrzałam na stary, opuszczony budynek. - Idźcie sami. - Rzuciłam do reszty.
- Wracasz sama?
- Tak. Nic mi nie będzie. Mam pistolet. - Pomachałam bronią i uśmiechnęłam się. Zmierzałam w stronę opuszczonej fabryki. Zobaczyłam nadjeżdżający tam samochód. Schowałam się. Bocznym wejściem wślizgnęłam się do środka. Siódemka chłopaków weszła do środka. MyungSoo usiadł pod ścianą. Wyglądał na przerażonego. Reszta obcowała wokół kogoś, kogo nie znałam. Wyglądał na delikatnego. Do mojego kolei z klasy podszedł SungYeol. Nie był zadowolony z tego, co się dzieje. SungGyu złapał chudego chłopaka za nadgarstki i przyparł do ściany.
- Szefie... Czy to na pewno dobrze..? - Zapytał się Hoya. WooHyun nie za mocno kopnął go w piszczel. Albo po prostu nie było stać go na więcej.. Różowo-włosy nie był pewien, czy powinien uczestniczyć w wydarzeniu.
- DongWoo.. Chodź. - Hoya złapał go za rękaw i wyprowadził. "No tak. Teraz wszystko się zgadza. Czyli ten chłopaczek to musi być SungJong" przeleciało mi przez myśl. Lider wciąż na niego napierał. Zastanawiałam się dlaczego to robią... Przechodzący obok Hoya klepnął mnie w ramie. Przeraziłam się, gdyż byłam pewna, że mnie nie widać. Uśmiechnął się tylko i przyłożył palec do ust na znak, że mam być cicho. Wyszliśmy razem na zewnątrz.
- Czy ty jesteś... - DongWoo był speszony.
- Tak. To ona. - Zaśmiał się Hoya. - Co tu robisz? Chyba nie powinnaś patrzeć na takie rzeczy.
- Jakie rzeczy? Co SungGyu zamierza z nim zrobić?
- Powiedzmy, że młody mu się naraził. A jak ktoś mu się narazi, to lider nie odpuści.
- Ja też mu się naraziłam. - Zaśmiałam się. - Chyba okłada tylko słabszych od siebie..
- Lider to lider. Nie chce, żeby ktokolwiek poznał jego słabości.
- Po prostu chce być straszny i nie chce spaść z pozycji. Ale to bycie strasznym... - Pokręciłam głową. -
Coś mu nie wychodzi. - Chciałam dodać, że jest żałosny, ale ugryzłam się w język pamiętając z kim rozmawiam.
- Po co tu przyszłaś? Masz jakąś sprawę?
- Właściwie to po prostu byłam ciekawa. - Uśmiechnęłam się. Hoya wydawał się być bardzo sympatyczny.
- Biłaś się z kimś? - DongWoo spojrzał na mój poplamiony płaszczyk.
- To moja codzienność. - Zaśmiałam się. - A tak właściwie... Co SungGyu zamierza zrobić z SungJongiem?
- Nie pytaj.. - Westchnął Hoya. - Czasami mam ochotę opuścić tą grupę, ale lider mocno nas trzyma.
- To nie problem. Ludzie bywają w gorszych sytuacjach.. Coś o tym wiem.
- Właściwie to... - Odezwał się DongWoo. - Lider lubi wykorzystywać młodego. - Zaakcentował słowo "wykorzystywać".
- Co? W jaki sposób? - Zdziwiłam się.
- No wiesz....
- Przestań. - Zatrzymał go Hoya. - To zdecydowanie złe wykorzystywanie.
- Cielesne? - Przeraziłam się.
- Jesteś mądrzejsza niż myślałem... - Westchnął.
- Ale przecież MyungSoo na to patrzy!
- Lidera to nie ob... - Nie zdążył skończyć, ponieważ już biegiem wracałam do środka. SungJong już nie miał koszulki. Zerknęłam na parę siedzącą wciąż w tym samym miejscu pod ścianą. Niemal dosłownie rzuciłam się na SungGyu. WooHyun próbował mnie powstrzymywać, ale nie dawałam się. Wpadłam w furię. Ledwo się opanowałam. Sprzedałam liderowi kilka ciosów i wstałam z niego. Spojrzałam na sparaliżowanego SungJonga. Przeniosłam wzrok na MyungSoo. Podeszłam do niego.
- Wszystko ok? - Zapytałam. Mocno ściskał rękę SungYeola. Pokiwał delikatnie głową i chwiejąc się wstał.
- Co tu robisz? - Zapytał drżącym głosem.
- Nie powinieneś oglądać takich rzeczy. - Uśmiechnęłam się. Już miałam wychodzić. Odwróciłam się plecami, kiedy ktoś złapał mnie za ramię..
Subskrybuj:
Posty (Atom)